+48 665 312 958
fundacja@atalaya.pl

Blog

Vamos a la Playa, czyli wakacje z Atalaya…

           Parę tygodni temu wrzuciłyśmy na naszego Facebooka informację, że poszukujemy zatrudnienia dla naszej młodzieży z domu dziecka. Post zupełnie nieoczekiwanie poszedł w świat, miał 50,000 wyświetleń, a my po paru dniach otrzymałyśmy ponad 15 propozycji zatrudnienia dla młodych. Obecnie każdy, kto szukał pracy ma podpisaną umowę, jest po okresie próbnym i sprawdza się w nowej roli. Znaleźć pracę wakacyjną jest całkiem łatwo, ale utrzymać… to już trochę trudniej.

            Tak powstał pomysł na program P.L.A.Y.A. Na rynku, który zatrudnia na podstawie kompetencji twardych, a zwalnia głównie za brak kompetencji miękkich okazało się, że nie ma możliwości sprawdzenia się w inny sposób niż ukończenie kolejnego kursu, zdanie kolejnego egzaminu, zdobycie kolejnego tytułu czy dodanie kolejnego wpisu do CV. Nasi podopieczni wcale nie potrzebowali kolejnego szkolenia ze zdobycia zatrudnienia, bo ciągle brakowało jednego kluczowego elementu – INICJATYWY. Brakowało tej wewnętrznej siły, żeby samemu nadać kierunek swoim działaniom, zapytać, wywalczyć, zgłosić, przegadać, zaproponować i zmienić. Jednocześnie szkoła, nawet zawodowa, oparta jest na formie podawczej gdzie materiał często nie zmienia się od lat, a kompetencje miękkie przekazywane są w formie wykładowej. W tym samym czasie pojawił się konkurs Transferhub na innowację społeczną i tak zaczęła się praca nad PLAYĄ, programem wspierającym młodych NEETów (Not in education, employment or training). PLAYA to miejsce, gdzie łączymy zatrudnienie z pracą nad rozwijaniem trzech kompetencji kluczowych, bez których naszym zdaniem bardzo trudno jest utrzymać jakiekolwiek zatrudnienie: (1) komunikatywna eksperckość, (2) odpowiedzialność i samodzielność oraz (3) praca w zróżnicowanym środowisku. W dużym uproszeniu można powiedzieć, że: jeśli nie będę sam wykazywał inicjatywy, jeśli nie będę w tym samodzielny, jeśli nie wezmę odpowiedzialności za swoje zadania, jeśli nie będę w czymś naprawdę dobry i jeśli nie będę potrafił tego zakomunikować i dogadać się z innym człowiekiem, to wcześniej czy później będę niezadowolony w robocie albo sami mnie z niej wyrzucą.

            Każdy z pracodawców, z którym  współpracujemy zatrudnia młodzież trzy dni w tygodniu. W pozostałe dni uczestniczą oni w „kręgach” gdzie sami mogą projektować swoje wyzwania z zakresu trzech wymienionych wcześniej kluczowych kompetencji. Oczywiście cały program oparty jest na założeniu, że jak najwięcej inicjatywy oddajemy im i krok po kroku uczymy korzystania z tej wolności. P.L.A.Y.A. jest skrótem od Project Learning Activating Young Adults. Poprzez pracę projektową każdy tworzyć będzie wyzwanie, które poruszy go do zrobienia czegoś trudnego, czegoś o czym długo marzył albo poznania nowych rzeczy i nabycia nowych umiejętności, które odkryje podczas projektu. Celem jest zdobycie umiejętności potrzebnych niezależnie od wykonywanej pracy czy obranej ścieżki zawodowej. Pracujemy w grupie, ale każdy uczestnik ma jednocześnie wsparcie indywidualne w postaci regularnych spotkań coachingowych, które pomóc mu mają w określeniu i realizacji celów. Każdy ma również do dyspozycji budżet, który samodzielnie będzie musiał z nami rozliczyć (co oznacza też, że szybko będzie trzeba ogarnąć, jaka jest różnica pomiędzy netto i brutto i co to takiego koszty kwalifikowalne w projekcie).

Jesteśmy po pierwszym tygodniu kręgów i pierwszych spotkaniach coachingowych (ale jeszcze przed pierwszą wypłatą w pracy). Tworzymy, sprawdzamy, wprowadzamy poprawki i szukamy obszarów, w których inicjatywę można w jak największej części oddać uczestnikom. Wyjątkowo budujące jest to, że mimo wakacyjnego okresu zebraliśmy grupę ludzi, która zjawia się, pracuje, ma niepowtarzalną energię i ciekawość. PLAYA jest miejscem, które nie istnieje jeśli osoby, które ją tworzą same nie wypełnią tej przestrzeni i nie wezmą odpowiedzialności za to, co się zadzieje na grupie. Przez najbliższe tygodnie będziemy dzielić się z Wami podjętymi wyzwaniami, sukcesami, porażkami i anegdotami z miejsc pracy (oczywiście za zgodą naszej młodzieży). Jest to nasza mała, wakacyjna innowacja społeczna, która, mamy nadzieję, że gdy będzie już sprawdzona, będzie wykorzystywana przez inne grupy, które chcą w niestandardowy sposób przygotować się do wejścia na rynek pracy.

 

“Aby móc dokonać wyboru, trzeba wiedzieć o jego istnieniu”

Jako fundacja przeprowadziliśmy już kilkadziesiąt spotkań w ramach cyklicznych projektów „Educoaching – NVC w działaniu” dla wychowawców warszawskich domów dziecka. Na najczęściej pojawiające się pytania odpowiada Anna Ejme, prezeska Fundacji Atalaya i coach wiodący.

Czym jest Porozumienie Bez Przemocy (NVC)? Jakie są główne założenia tej metody?

Spotkać można wiele definicji Porozumienia Bez Przemocy – jedni będą mówić o sposobie czy metodzie komunikowania się, inni o podejściu, wizji czy całej filozofii życia. Sam twórca, Marshall Rosenberg, mówi o zapomnianym języku ludzkości, języku serca. Niezależnie jednak od definicji, dla mnie ważną kwestią jest świadomość możliwości, jakie niesie PBP – alternatywy, zwłaszcza w sytuacjach trudnych i konfliktowych, jaką daje do powszechnej skłonności do interpretacji, oceniania i stawiania żądań wobec innych i siebie. Jeśli chodzi o główne założenia, to można tu iść dwutorowo – w coś, co nazwałabym filarami PBP i drugi aspekt, czyli model 4 kroków zaproponowany przez Rosenberga. Filarem będzie między innymi założenie, że wszyscy mamy takie same potrzeby – ich uniwersalizm nas łączy – a nasze działania skierowane są na ich zaspokojenie. Gdy nasze potrzeby nie są zaspokojone, przeżywamy zazwyczaj trudne i mniej przyjemne emocje – złości, strachu, smutku, natomiast, gdy są zaspokojone, pojawiają się emocje przyjemne i “łatwe w przeżywaniu”, takie jak np. radość, zadowolenie, ekscytacja. Przemoc w założeniu jest zatem wyrazem niezaspokojonych potrzeb i często braku świadomości czy dostępu do alternatywnej strategii działania.
Jeśli zaś chodzi o sam model 4 kroków, to wspomnę tu tylko o jego głównych aspektach, bo jeśli miałabym opisać go w pełni, to pewnie nasza rozmowa skończyłaby się na pierwszym pytaniu, nie jest to bowiem temat krótki. Porozumienie bez Przemocy zwraca uwagę w szczególności na cztery elementy: działania czy zachowania, które wpływają na to, co czujemy, wolne od oceny i interpretacji, emocje, które się właśnie wtedy pojawiają, potrzeby za nimi stojące i prośby (do siebie, do innych), pozostawiające w odróżnieniu od żądań możliwość odmowy ich spełnienia. Podczas wprowadzania PbP pokazujemy różnicę między takim sposobem komunikacji, a alternatywną ścieżką, dobrze znaną pewnie większości z nas, która w sytuacji np. złości prowadzi do zdań typu: “przestań się obijać i zrób to pranie, a nie siedzisz, nic nie robisz i tylko mnie denerwujesz.” Pracując PbP chcemy pokazywać, że istnieje wybór – dwie ścieżki, którymi można pójść w danej sytuacji, z których jedna prowadzi do kontaktu z drugim człowiekiem, a druga do jego braku. To, na której ścieżce jesteśmy zależy od naszego wyboru – jednak, by móc go dokonać, trzeba wiedzieć o jego istnieniu.

Dlaczego Fundacja wybrała taki sposób pracy z kadrą ośrodków wychowawczych?

Powiedziałabym, że to raczej domy dziecka wybrały ten sposób pracy z nami. Na co dzień praca wychowawcy jest trudna pod wieloma względami – to nie etat od 8 do 16, ale praca często całodobowa, ciężka zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Trudno jest, o ile jest to w ogóle możliwe, wyjść, zamknąć drzwi i zapomnieć po pracy o wszystkim i spokojnie odpoczywać. Dzieci mają za sobą trudne historie, są często w trakcie jeszcze trudniejszych, bez wsparcia rodziny i szkoły, wychowawca jest nie tylko ich opiekunem, ale i filarem bezpieczeństwa i jakiejkolwiek stabilności. Niełatwo jednak być takim filarem, wymaga to ciężkiej pracy nie tylko w relacji z dzieckiem, ale i ze sobą i z innymi dorosłymi wokół. W domach dziecka, z którymi współpracujemy, zarówno dyrekcja, jak i kadra doskonale zdają sobie sprawę z tych trudności i są otwarci na wsparcie. Równolegle do naszej pracy z dziećmi, zaproponowaliśmy też program dla kadry Educoachingu w oparciu o Porozumienie bez Przemocy, który był bezpośrednim rezultatem naszych obserwacji, a także rozmów na temat potrzeb, kierunków i pożądanych sposobów działania, określonych przez dyrekcję i kadrę placówek.

Dlaczego wprowadzacie tę metodę podczas coachingu grupowego a nie np. warsztatu czy szkolenia?

Przede wszystkim ze względu na efektywność działań – jeśli zmianie ma ulec jakiekolwiek zachowanie, sposób myślenia, a w dalszej perspektywie i postawa, dużo większą efektywność osiągnąć można poprzez cykliczne spotkania, między którymi uczestnicy pracują nad realizacją określonych przez siebie celów, mogą podczas kolejnych spotkań podzielić się sukcesami i trudnościami, otrzymać wsparcie i planować kolejne działania. Drugim aspektem jest przestrzeń, jaka tworzy się w coachingu zespołowym – pozwala ona uczestnikom na wybór kierunku pracy, określenie priorytetów i pracę na bieżących potrzebach, a nie (jak w przypadku klasycznych szkoleń) podążanie za z góry określoną agendą, niezależnie od tego, na ile rzeczywiście odpowiada na potrzeby uczestników.

Jakie potrzeby pojawiają się wśród kadry w domach dziecka?

Zazwyczaj praca przebiega dwutorowo – zespoły koncentrują się w danym momencie albo na własnej współpracy, relacjach w kadrze, potrzebie porozumienia się, wsparcia i spójności lub też na współpracy z dziećmi – potrzebie głębszego z nimi kontaktu, autorytetu budowanego niekoniecznie z pozycji siły, zaufania. Silną potrzebą jest też z pewnością potrzeba kompetencji, profesjonalizmu – często poszczególne osoby mają świadomość, że stosowane na co dzień nagrody i kary nie tylko nie przynoszą zamierzonego efektu, zwłaszcza w dłuższej perspektywie, ale też nie są spójne z ich systemem wartości i potrzebami w zakresie sposobu pracy i wchodzenia w kontakt. Dodatkowo, jeśli ich metody różnią się znacząco, dzieci potrafią doskonale tę niespójność wykorzystać – w mgnieniu oka kojarzą, kto pozwoli im wyjść na basen bez odrobionej pracy domowej, kto ma większą decyzyjność czy wpływ w danym temacie lub kogo należy poprosić o dodatkowy czas na komputerze. Wychowawcy oczywiście to widzą, wiedzą i czują, że nie służy to ani dzieciom, ani im, więc jednym z celów, jaki sobie stawiają jest uspójnienie metod pracy zarówno między sobą, jak i z dziećmi.

Z jakimi trudnymi przypadkami mają do czynienia w swojej pracy?

Pytanie rzeka :). Jak już wspominałam, każde z dzieci, które przebywa w domu dziecka ma za sobą i jest w trakcie jakiejś trudnej historii. Najpowszechniejszymi objawami, które my obserwujemy u dzieci i młodzieży, są zaburzenia więzi, trudności w budowaniu relacji, zaburzenia funkcji społecznych i emocjonalnych. Na poziomie zachowania zaobserwować można cały przekrój trudnych sytuacji: przemoc fizyczna i psychiczna, sięganie po substancje psychoaktywne, zwłaszcza powszechnie dostępne dopalacze, kradzieże, kłamstwa i tak dalej. W części przypadków za wspomnianymi zaburzeniami stoją konkretne syndromy, takie jak np. FAS [Alkoholowy Zespół Płodowy – przyp.] czy zaburzenia ze spektrum autyzmu. U wielu jednak dzieci te zachowania są po prostu smutnym przejawem całej masy niezaspokojonych potrzeb – miłości, bezpieczeństwa, bliskości, zrozumienia, zabawy, uwagi, wpływu i wielu innych. Pozbawione wzorców, znające przede wszystkim środowisko patologiczne, trafiają do domu dziecka pełne niepokoju, złości, smutku. A gdy chcą zapokoić swoje potrzeby, siegąją do dobrze znanych im strategii – właśnie przemocy, krzyku, kradzieży, kłamstwa itd.

Jak NVC może odpowiadać na te potrzeby i przypadki?

Przy niektórych zaburzeniach, takich jak np. FAS, warto pamiętać, że objawy – m.in. nieumiejętność rozwiązywania problemów czy deficyty uwagi – są skutkiem nieodwracalnych uszkodzeń mózgu w życiu płodowym, a nie wyłącznie zaburzeń rozwojowych. Ważne jest, by mieć świadomość, że nie u każdego dziecka jesteśmy w stanie pewne kompetencje rozwinąć, natomiast możemy poprzez różne działania i interwencje zapobiegać występowaniu dalszych zaburzeń i trudnych konsekwencji, takich jak wspomniane już wcześniej kradzieże czy inne problemy z prawem, uzależnienia itd. Porozumienie bez Przemocy, zakładające chęć wejścia w kontakt z drugą osobą i relację partnerską, opartą na empatii, otwiera przestrzeń do poznania potrzeb każdego z tych dzieci i poszukania alternatywnych sposobów ich zaspokojania. Oczywiście jest to droga dużo dłuższa, prosta w założeniu, choć niełatwa w praktyce, wymagająca czasu i otwartości. Na pytanie jednak “czy, nawet konsekwentne odbieranie dziecku czasu przy komputerze lub wstrzymywanie chodzenia na zajęcia, które lubi, w związku z tym, że dokonało kradzieży czy zażyło dopalacze, sprawia, że dziecko w końcu przestaje to robić?” – znacząca większość wychowawców odpowiada, że nie. Widzą oni często krótkotrwałą, chwilową korzyść płynącą z takiej kary w postaci wywiązania się dziecka z jakichś obowiązków (“zrobię swój dyżur = będę mógł pograć na komputerze”), natomiast na poziomie postawy dziecka nie następuje zmiana. Rodzi się natomiast często bunt i opór, co wpływa na relacje pomiędzy dzieckiem a wychowawcą. Przy tak trudnej pracy, jaką wykonują, każde wsparcie w zakresie możliwych alternatyw, metod i narzędzi pracy jest korzystne, nawet jeśli finalnie nie wszyscy zdecydują się w taki sposób pracować. Mają do tego prawo, gdyż jak cała idea Porozumienia bez Przemocy – zakłada na końcu prośbę, której można odmówić. Zachęcamy więc podczas pracy coachingowej do próbowania i eksperymentowania z innym, nierzadko nowym sposobem komunikowania się, zostawiając przestrzeń nie tylko na trudności z nią związane, ale również na niechęć czy brak gotowości do pójścia tą ścieżką. Ważne jest jednak dla mnie, że w tym momencie istnieje już wybór i że jest to działanie świadome, a więc decyzja, którą każdy z nas ma prawo podjąć.

Co dobrego może wydarzyć się z Twoim 1%?


Fundacja w 2015 działała i rozwijała się intensywnie. Zrealizowaliśmy przez ten czas siedem projektów i objęliśmy wsparciem 143 osoby. Jednym z tych projektów był zorganizowany z Waszą pomocą wyjazd mikołajkowy dla wychowanków Ośrodka Wsparcia Dziecka i Rodziny „Koło”. Nic nie pokaże w pełni emocji, jakie towarzyszyły nam i dzieciom w tym czasie. Dzięki Wam stało się możliwe zorganizowanie kilku dni, podczas których dzieci (i młodzież!) mogły zaznać wolności, partnerstwa, ciepła, uwagi, sprawczości, zabawy i odpoczynku – w tym aktywnego, takiego jak jazda konna czy spacery. Takie wyjazdy dają też dość unikalną możliwość spokojnej rozmowy na wiele nurtujących młodzież tematów, na które na co dzień nie ma miejsca.

Relację z naszego wyjazdu poniżej:

Widzimy, jak dzieciom takie wyjazdy służą, jak się cieszą i ile dobra wydarza się podczas tych dni, dlatego już planujemy kolejne takie wydarzenie.

Co wspaniałego może zrobić w 2016 Wasz 1% przekazany z rozliczenia PITu?

Może pomóc nam opłacić kolejny grudniowy wyjazd (właśnie w tym roku) – tym razem na dłużej i dla większej grupy dzieci (mamy nadzieję!).  Cały dochód z 1% zostanie przeznaczony na wyjazd dla dzieciaków w grudniu tego roku.

Aby wesprzeć fundację w formularzu PIT wpisz numer:

KRS 0000338389

W rubryce „Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%” podaj:
10402 – Grupa OPP – Atalaya

 

Krótkie graficzne podsumowanie 2015 :)

infografika_font2

Media społecznościowe – moja druga rodzina

Kiedy myślę o tym, czym jest promocja Fundacji Atalaya w sieci, nie myślę już o konkretnych narzędziach, platformach czy strategiach marketingowych. Okazuje się, że promocja w sieci to zbudowana przeze mnie społeczność. Szykując plan szkolenia „Promocja w sieci”, zaczęłam przyglądać się elementom mojej pracy i doszłam do wniosku, że jest tak naprawdę, moją wirtualną rodziną.

Strona internetowa Atalaya jest naszym seniorem – kochanym dziadkiem, który już wiele razy miał okazję poukładać sobie własne życie, swoje misje i system wartości. Działał w wielu obszarach, poznał ciekawych ludzi, z którymi pracował i może się pochwalić wielkim doświadczeniem. Prowadzi albumy pełne kolorowych zdjęć, ma pamiętnik z wpisami dobrych rad i zawsze można się do niego zwrócić z pytaniem. Jest przepełniony miłością, nie ocenia i choćby się waliło i paliło, to będzie (przynajmniej przez następne 5 lat) pod tym samym adresem.

Oprócz dziadka jest też babcia – nasz Pinterest. Lubi mieć wszystko poukładane, prowadzi własne książki z magicznymi przepisami, aby wszystko zawsze było idealnie opisane i na swoim miejscu. Robi to tak naprawdę tylko dla swoich dzieci i wnuków, choć chętnie też korzysta z porad innych babć, powielając ich pomysły.

Twitter – mój mąż…. Jesteśmy w kontakcie prawie cały dzień, zawsze jest milion tematów do przegadania i setki myśli, które chciałabym poznać. Jednak są też dzieci (o nich za chwilę), a żeby się nimi zająć, to wiadomości muszą być krótkie i do sedna (najlepiej mniej niż 140 znaków i ze zdjęciem czy infografiką, żebym szybciej zrozumiała). Nie zdarzyło się, żebym zadała mu pytanie i nie uzyskała na nie odpowiedzi lub rady. Przyznam jednak, że w trosce o dzieci czasem go zaniedbuję, ale potem zawsze mogę nadrobić straty, wychodząc na randkę i spędzając pół dnia w naszym ulubionym miejscu – Tweepi, gdzie spotykamy nowych znajomych, a zrywamy kontakty z tymi, którzy nigdy nie odpisują na życzenia świąteczne. Wtedy wszystko wraca do normy i znowu działamy razem, dalej w pełnej synchronizacji.

Dzieci… a szczególnie jeden pochłaniający nastolatek, zwany Facebookiem. Jest nieprzewidywalny i czasem trudno wybadać, co mu się spodoba. Wychodzę z założenia, że najważniejsza w wychowywaniu nastolatków jest komunikacja i co za tym idzie – zasięg – czyli ile z tego, co ja mam do powiedzenia, rzeczywiście do niego trafia. Niezależnie od natłoku pracy, staramy się pogadać przynajmniej dwa razy dziennie, a potem raz na jakiś czas przeglądam jego wyniki z testów/statystyki ze szkoły, żeby być na bieżąco z ocenami, nowymi znajomymi czy osobami, z którymi w ogóle już nie ma kontaktu. Zawsze odpisuję, gdy on lub jego znajomi mają pytania czy wątpliwości. Tak, zdecydowanie pochłania najwięcej czasu, ale jest też najbardziej zmienny z całej naszej bandy, więc mam dla niego dużo wyrozumiałości i cierpliwości.

A reszta dzieci? Jedno ledwo raczkujące (LinkedIn), a drugie w drodze (Instagram). Zaczynam poświęcać im więcej czasu – weryfikuję to, co myślałam, że wiem i wykorzystuję doświadczenie z wychowywania syna.

Jest nas sporo i czasem ciężko mi to samej ogarnąć. Każdy z nich ma inne potrzeby i do każdego trzeba indywidualnie dostosować komunikat. Mimo wszystko warto. Rodzina nie istniałaby beze mnie i jeśli ja przestanę ich wspierać i z nimi pracować na co dzień, to oni też zamkną się na mnie. Nie jestem jednak sama. Mam swoją załogę (internetowe narzędzia), która pomaga mi ogarnąć rodzinny rozgardiasz.

Da się!
Może Wy też dopiero budujecie Wasze „rodziny”, stoją przed Wami wyzwania i szczyty do zdobycia. Wpadajcie na szkolenie „Promocja w sieci”, żeby poznać całą „rodzinę” i „załogę”. Razem stworzyliśmy warsztaty, które pokażą Wam narzędzia internetowe, z których korzystam, żeby zapanować nad wszystkim (na tyle, na ile to możliwe).
Więcej informacji jak zawsze u dziadka na stronie: http://atalaya.pl/projekty-w-toku/promocja-w-sieci/

Anna Brymora
Koordynator działań promocyjnych Fundacji Atalaya
Jestem project managerem, jestem autorem wielu wniosków fundacji, prowadzę wiele działań wewnątrz naszej organizacji, ciągle się szkolę i rozwijam, ale widzę teraz, że można połączyć pracę zawodową z wirtualną „rodziną”.

12 pierwszych miesięcy

W wieku dwunastu miesięcy mój syn potrafił już chodzić, momentami nawet radośnie biegał, choć nierzadko kończyło się to horyzontalnym kontaktem z podłożem. Z uśmiechem jednak szybko podnosił się, by dalej biec i odkrywać świat. Jeszcze niewiele mówił, choć było widać, że chciałby przekazać bardzo dużo.

Patrząc na pierwszy rok fundacji, nie mogę uniknąć kilku analogii. Był to z pewnością rok wszelakiej nauki, począwszy od uczenia się chodzenia (co w świecie trzeciego sektora nie było i wciąż nie jest rzeczą dla mnie łatwą), pisania (między innymi wniosków, o czym jeszcze później), mówienia i komunikowania światu swoich pomysłów, a także budowania tożsamości organizacji i rozwoju zespołu.

Po pierwszym, bardzo szybkim sukcesie, jakim było otrzymanie dofinansowania tuż po założeniu fundacji na „Coaching dla liderów NGO”, wstąpiła we mnie wiara w konkursy i wszelkie inne granty, które organizacja pozarządowa może otrzymać na swoje projekty. I tak w ciągu kilku miesięcy powstało kilkanaście projektów edukacyjno-rozwojowych, adresowanych do niemal wszystkich grup wiekowych. I wtedy pojawiły się pierwsze, takie bardziej strome, schody. Szybko okazało się, że dzielnica Śródmieście, która projekt coachingowy obdarzyła zaufaniem, jest raczej wyjątkiem na mapie grantodawców, niż normą. Czyż nie jest to bowiem nieekonomiczne, by obejmować wsparciem zaledwie 14 osób w cyklu 6 spotkań trwających po 3-4 godziny? Zacytuję tu jedno pytanie osoby z organizacji pozarządowej, która z prawdziwą troską i szczerymi intencjami podczas jednego z warsztatów, starała się znaleźć wyjście dla naszej, coraz trudniejszej sytuacji rosnącego pliku projektów odrzuconych: „A może byście zrobiły tak, aby na każde spotkanie coachingu mogły przychodzić inne osoby? Wtedy zamiast 14 osób, objęłybyście 84, a to już dużo.”

To był ten moment: horyzontalnego kontaktu z podłożem. Metaforycznego rzecz jasna. Zobaczyłam, jak wypracowywany z zespołem przez wiele godzin kontrakt poprzez wartości, staje teraz przede mną i swoim rozsądnym palcem pokazuje jeden z większych napisów: „poczucie sensu”. Pomyślałam wtedy, że można rzecz jasna robić 2-godzinne i na tym kończyć pracę np. nad profilaktyką alkoholową. Że grupy mogą liczyć po 25-30 osób na takich warsztatach. I – że my tego robić nie chcemy.

Ten rok, mimo kilku stromych schodów, obfitował w wiele wspaniałych, inspirujących i odważnych wydarzeń, a także udanej i pełnej ciepła współpracy.

Z radością zrealizowaliśmy Małą Akademię Innowacji, wdrażając naukę bez przymusu i komunikację opartą o porozumienie bez przemocy, przy jednoczesnym rozwijaniu zainteresowań kosmosem, eksperymentami i nowymi technologiami. Dużym sukcesem okazał się czterodniowy, wyjazdowy projekt „Wola na wakacje” dla dzieci z Ośrodka Wsparcia Dziecka i Rodziny „Koło”, podczas którego dzieci miały okazję doświadczyć edukacji wolnościowej i całkowicie się w niej odnaleźć, niczym ryby w wodzie. I my też jak te ryby.

Kontynuujemy upowszechnianie takiego podejścia w kolejnych, trwających obecnie projektach, a spotykając, pracując i rozmawiając z naszymi uczestnikami, wiara w to, że to co robimy i jak to robimy ma sens – z dnia na dzień umacnia się. Na rok 2016 planujemy ważne projekty w obszarze edukacji demokratycznej (dla dzieci) oraz w obszarze wzmacniania kompetencji pracy z grupą, facylitacji i coachingu (dla dorosłych).
Mam dużo szczęścia mogąc pracować w tak wspaniałym zespole, wspólnie tworzyć inspirujące projekty, podejmować współpracę z cudownymi ludźmi wokół i każdego dnia czuć, że kocham to, co robię.

Dlatego:
bardzo dziękuję całemu zespołowi: Ani Brymorze, Marzenie Stopie, Paulinie Jędrzejewskiej i Paulinie Kamienieckiej za zaangażowanie, mnóstwo energii i pomysłów, optymizm i wytrwałość, naszym wolontariuszkom Oli Będziak, Magdzie Kowalczyk i Oli Potockiej za całe okazane wsparcie i pomoc, trenerom, z którymi tworzyliśmy i tworzymy nasze projekty: Piotrowi Mazurowi, Magdzie Duszak, Agacie Wiatrowskiej, Ani Łobodzie, Vesnie Lorenc, Oli Pronobis, Monice Cysarz, a na pokładzie witamy nowe wolontariuszki: Paulinę Kapral i Natalię Jakubczyk.

Dziękuję naszym partnerom w działaniach (zarówno zrealizowanych, trwających, jak i oczekujących): Bibliotekom Dzielnicy Ochota: „Przystanek Książka” i „Przy Baleya”, Ośrodkowi Wsparcia Dziecka i Rodziny “Koło”, Fundacji CultureShock, Uniwersytetowi Warszawskiemu, firmom Horse Sense i Clever Software, Niepublicznej Szkole Edulab oraz naszym międzynarodowym partnerom: Transforma, Ljudska Univerza Radovljica Lur, Civil Centrum Közhasznú Alapítvány.

Dziękuję przyjaciołom i znajomym, którzy wspólnie przeżywają z nami całą tę przygodę, a także mojemu partnerowi za nieustające wsparcie i synowi – między innymi za dzisiejszą analogię ;-), ale i motywację do podejmowania odważnych, edukacyjnych decyzji.

Rok ten kończymy z radością, optymistycznie patrząc na kolejny, rozpoczynający się i dalsze wyzwania – pora przesiąść się na rower biegowy, pewnie już stawiać kroki, dalej z uśmiechem podnosić się po upadkach i znacznie wyraźniej i częściej już mówić. ;-) I pozostać sobą.

Anna Ejme

MAIMAIcoaching grupowy ngoWP_20150519_16_40_36_Pro

7 grzechów edukacji wg Petera Graya

grzech_1_strona 450x310

Pierwszy grzech wg Graya, który jest podstawą wszystkich kolejnych: „Ograniczanie wolności bez uzasadnionego powodu i odpowiedniej procedury”.

grzech 2 450x310

„Hamowanie rozwoju osobistej odpowiedzialności i samodzielności”.

grzech 3 strona 450x310

 „Osłabianie wewnętrznej motywacji. Zamiana uczenia się w pracę”. Tradycyjne szkoły tłumaczą dzieciom „zanim będziecie mogli się bawić musicie ciężko pracować”. Jeśli ktoś nas do czegoś zmusza będzie to dla nas praca i źródło lęku. 

grzech 4 450x310

„Ocenianie uczniów w sposób, który wywołuje wstyd, pychę lub cynizm i skłania do oszukiwania”.
– „Jak tam w szkole?”
– „Dobrze”
– „Dostałaś jakieś oceny?”
– „6 z plastyki, 6 z czytnia….”
– „A z listu co dostałaś?”
– „4”
– „A dlaczego tylko 4?” […]
Obecny system oparty jest na ciągłym testowaniu, ocenianiu i klasyfikowaniu dzieci wedle wyników co w zamyśle ma podwyższać ich motywację. Wywołuje się w nich jednak poczucie wstydu jeśli nie radzą sobie tak dobrze, jak rówieśnicy albo dumy, gdy radzą sobie lepiej.

grzech 5 strona 450x310

„Niszczenie ducha współpracy”.
Przytaczając słynne wystąpienie Kena Robinsona: „They’ve spent ten years at school being told there’s one answer it’s at the back and don’t look. And don’t copy because that’s cheating. Outside school that’s called collaboration but not inside schools…you have to recognise that most great learning happens in groups, that collaboration is the stuff of growth.”

grzech 6 strona 450x310

„Blokowanie krytycznego myślenia”. Uczniowie szybko się orientują, że ich zadaniem jest zdobywanie dobrych ocen na testach, a krytyczne myślenie tylko w tym przeszkadza. Potrzebna jest swoboda do wyrażenia własnych myśli i zadawania pytań. Kolejnym hamulcem krytycznego myślenia jest lęk, który skłania do porzucenia kreatywności i podążania wydeptanymi ścieżkami.

grzech 7 strona 450x310

„Niwelowanie różnorodności” – Szkoła ze swoim standardowym programem nauczania zapomina, że w prawdziwym świecie ceni się różnorodność osobowości i wiedzy. Może chcielibyście do tej listy coś dodać? Z jakimi grzechami w systemie edukacji spotykacie się na co dzień?

Nauka bez przymusu – przeczytaj wywiad z nami

Wywiad Klary Sołtan-Kościeleckiej, dziennikarki portalu ngo.pl z Anną Ejme i Anną Brymorą

„Wspólnym mianownikiem naszych projektów jest to, że stawiamy na innowacyjną edukację. Prowadzimy edukację aktywną, bez siedzenia w ławkach. Stawiamy nie tylko na rozwój poznawczy, ale także na społeczny i emocjonalny. Z dziećmi zawieramy kontrakt, nie muszą uczestniczyć w proponowanych przez nas zajęciach, jeśli nie chcą. Mogą zająć się tym, co je interesuje.” Fundacja Atalaya działa od ośmiu miesięcy, jednak jej dorobek już teraz jest imponujący, a plany – kreślone bardzo ambitnie.

Misją, jaka przyświeca prowadzącym organizację, jest upowszechnianie różnych form innowacyjnej edukacji i odpowiedzialność za własny rozwój. Fundacja wspiera też ideę edukacji demokratycznej. Okazuje się, że nauka i przymus nie muszą być nierozłączną parą.

Wiatr w żagle

Atalaya powstała w odpowiedzi na potrzebę kontynuowania działań, jakie podjął zespół Stowarzyszenia na rzecz Innowacyjnej Edukacji „Ineida”, tworząc przez ostatnie 2,5 roku projekt „Gra w klasy: rozwój bez granic”, poświęcony opracowaniu innowacyjnych programów nauczania.

Prezeska Fundacji Anna Ejme, oprócz działalności w Ineidzie prowadziła także swoją własną firmę szkoleniowo-coachingową. W zeszłym roku, po zakończeniu projektu „Gra w klasy”, zdecydowała się postawić na działalność społeczną i założyła fundację. Przez te kilka miesięcy, które minęły od rejestracji nowego podmiotu, zespół Atalaya zdążył złożyć już 15 projektów. Na 30 procent z nich udało się pozyskać finansowanie, część wciąż czeka na rozstrzygnięcie.

Anna uważa, że do sukcesu droga jeszcze daleka: „Mam wrażenie, że w konkursach grantowych wciąż przyjmowane jest założenie, że działania powinny trafiać do bardzo szerokiej grupy osób. Tymczasem to co my robimy, siłą rzeczy, nie jest prowadzone na szeroką skalę. Trudno nam objąć działaniami kilkuset czy kilkudziesięciu beneficjentów. Stawiamy na jakość, nie na ilość”.

Dziewczyny z Atalayi nie tracą jednak nadziei na realizację napisanych już, a na razie nieprzyjętych do finansowania, projektów. Nastawiają się na ciężką pracę, uważają, że przynajmniej przez najbliższy rok właśnie to będzie kluczem do późniejszego sukcesu. Uczą się, podnoszą swoje kompetencje związane z zarządzaniem organizacją, pracują nad dywersyfikacją źródeł przychodów, które mają pochodzić nie tylko z grantów, ale także działalności odpłatnej. Wszystko po to, aby rozwijać misję Atalayi, o którą – jak twierdzi Anna Ejme – warto zawalczyć.

Edukacja demokratyczna

Czym jest idea edukacji demokratycznej, którą mocno wspiera Atalaya? „Obecne szkoły są już nieefektywne. Podczas naszych zajęć, gdy pytamy dzieci o emocje kojarzone ze szkołą, uzyskujemy coraz częściej odpowiedzi nie pozostawiające żadnych wątpliwości: nuda i beznadzieja. To smutne. Z drugiej strony, coraz więcej mówi się, że szkoły muszą się zmienić. Jest mała szansa na to, aby stało się to odgórnie, ale oddolnie, choćby z inicjatywy rodziców, powstają już alternatywne formy edukacji. W Warszawie szkoły demokratyczne działają m.in. na Ursynowie i Bielanach, niedługo zaczną działać także na Białołęce i w Wilanowie – zapowiada Anna Ejme.

„Wszystkie te placówki w szczegółach różnią się między sobą, ale łączy je brak przymusu nauki, możliwość wyboru przez dzieci uczenia się tego, czego chcą, brak podziału na klasy, a zatem brak także grup wyróżnionych ze względu na wiek. Jednym słowem, wszyscy uczniowie, także ci najmłodsi, bo w wieku przedszkolnym, traktowani są po partnersku. Szkoły demokratyczne funkcjonują na zasadzie edukacji domowej. W praktyce oznacza to, że uczęszczające do nich dzieci zapisywane są do „zwykłych” szkół, po czym wycofywane do prowadzonych metodą „domową”. Ta forma nauki wiąże się z corocznymi egzaminami sprawdzającymi wśród uczniów znajomość podstawy programowej. Ten, kto takiego egzaminu nie zda, jest zobowiązany do powrotu na kolejny rok do „zwykłej” szkoły. Następnie znów może wrócić do nauczania w systemie edukacji domowej” – wyjaśnia prezeska Atalayi.

Z dala od szkoły, ale blisko ludzi

Projekty adresowane do dzieci i młodzieży Atalaya prowadzi m.in. w bibliotekach na Ochocie oraz w domach dziecka na Woli. „To nam daje przestrzeń, w której nie musimy dostosowywać się do programu szkolnego. Tym samym dajemy młodym ludziom wolność w decydowaniu o własnym rozwoju, ale też i odpowiedzialność za wybór takiej a nie innej ścieżki” – mówi Anna Brymora, koordynatorka projektów w fundacji.

Myśl tę rozwija pani prezes: „Wspólnym mianownikiem naszych projektów jest to, że stawiamy na innowacyjną edukację. Prowadzimy edukację aktywną, bez siedzenia w ławkach. Stawiamy nie tylko na rozwój poznawczy, ale także na społeczny i emocjonalny. Z dziećmi zawieramy kontrakt: niezależnie od tego, że część z nich przyprowadzana jest przez rodziców lub opiekunów, nie muszą one uczestniczyć w proponowanych przez nas zajęciach, jeśli nie chcą. Mogą znaleźć sobie inne miejsce, zająć się tym, co je interesuje, albo zaproponować to całej grupie”.

Dziewczyny zgadzają się, że odpuszczenie kontroli daje pozytywne efekty, przynajmniej jeśli chodzi o dzieci. A co z dorosłymi, ich rodzicami czy obserwatorami stosowania tej innowacyjnej metody edukacji? Tutaj już sprawa nie jest tak jednoznaczna.. Misją Atalayi jest zmiana tradycyjnego podejścia do edukacji, jednak nie za wszelką cenę. „Nie każdy dorosły jest gotowy na taką formę edukacji, rozumiemy to i nie chcemy nikogo na siłę przekonywać” – mówi Anna Ejme.

Nie tylko dzieci

Pierwszy, już zakończony, projekt fundacji Atalaya skierowany był do przedstawicieli III sektora. Liderzy organizacji ze Śródmieścia mieli możliwość budowania swych kompetencji i umiejętności metodą coachingową. Obie Anny myślą także o warsztatach dla NGO poświęconych upowszechnianiu marketingu i narzędzi do zarządzania projektami, sprawdzających się od dawna w biznesie.

Innowacyjne metody edukacyjne Atalaya proponuje także innym dorosłym, nie tylko tym związanym z działalnością społeczną, ale np. rodzicom, studentom. W najbliższym czasie planuje uruchomienie rocznych programów rozwojowych dla przyszłych trenerów i coachów. W ofercie znajdą się także warsztaty rozwoju osobistego.

Stawiamy na rozwój!

Tak zgodnie i stanowczo twierdzą prezeska i koordynatorka w fundacji. Najbliższy cel, jaki sobie ustanowiły, to rozwój organizacji. Atalaya musi być niezależna od grantów. Działania muszą być pewne, bez względu na to, czy projekty są czy ich nie ma. Dywersyfikacja przychodów to jedno. Inny aspekt budowania zasobów to podnoszenie kompetencji na szkoleniach zewnętrznych oraz organizowanych wewnątrz samej fundacji. Jej zespół to sześć zaangażowanych w realizację misji osób, w tym wolontariusze. Pozostali współpracują przy konkretnych projektach.

Atalaya działa od niedawna, ale ma już swoją – dwuletnią – strategię. A czemu to wszystko ma służyć? „Chcemy m.in. założyć przedszkole demokratyczne, a może też i taką szkołę tutaj na Woli. W tej dzielnicy zdecydowanie brakuje takich placówek” – wyjawia Anna Ejme. Patrząc na zaangażowanie zespołu fundacji, profesjonalizm działania, można zaryzykować stwierdzenie, że w ciągu kilku lat Wola wzbogaci się o innowacyjną formę edukacji.

Krótka polemika po debacie o edukacji demokratycznej

Wczoraj odbyła się debata na temat edukacji demokratycznej. Myślę, że z tak sformułowanym zdaniem zgodziliby się wszyscy jej uczestnicy i byłaby to z dużym prawdopodobieństwem jedyna rzecz, co do której, mówiąc przewrotnie, bylibyśmy zgodni.
Edukacja demokratyczna bowiem, to przede wszystkim różnorodność, co podkreślał podczas debaty jeden z prelegentów – Andrzej Araszkiewicz, założyciel szkoły demokratycznej na warszawskich Bielanach. Nie możemy zatem mówić o dwóch takich samych szkołach – ani w Polsce, ani na świecie. Praktycy i teoretycy edukacji demokratycznej różnią się zarówno w fundamentalnych założeniach, jak i w drobnych sprawach, związanych z codziennym funkcjonowaniem szkoły, co debata dobrze pokazała.

Przede wszystkim wciąż panuje ogromna różnica w postrzeganiu i rozumieniu samej wolności. Reprezentujący wydawcę książki „Summerhill” pan Sebastian Popiel, sugerował podczas debaty nurtującą mnie rzecz, iż edukacja demokratyczna nie jest dla każdego dziecka, gdyż z jego własnych doświadczeń (czyli dzieci, które widział, między innymi z domów dziecka) wynika, iż niektóre z nich bardzo potrzebują struktury i nie odnalazłyby się w wolnej szkole. Zdziwiłam się. Wolność i struktura w ogóle się bowiem w mojej opinii nie wykluczają. Jeśli zgadzamy się, że podążanie za potrzebą dziecka jest ważne, to śmiało mogę założyć, że żadna z licznych już w Polsce szkół demokratycznych, nie odmówi dziecku struktury, gdy będzie jej potrzebowało. Więcej powiem, nie tylko nie odmówi, ale i nie odmawia – w szkołach demokratycznych też są zajęcia ze strukturą – dzieci same sobie tę strukturę potrafią zapewnić lub proszą o konkretne lekcje lub kadra proponuje jakieś zajęcia, na które dziecko może przyjść, choć rzecz jasna nie musi. Działa tak np. wspomniane już Summerhill – brytyjska, najstarsza w Europie, szkoła demokratyczna.

A co z sugestią, że edukacja demokratyczna nie jest dla wszystkich dzieci? Zgodzę się, że nie jest dla wszystkich… rodziców. Ale to temat na oddzielny wpis. Ciężko mi sobie jednak wyobrazić dziecko, któremu nie służyłoby obdarzenie szacunkiem i podmiotowością, czy przebywanie w stymulującym i ciekawym środowisku, w którym jest miejsce na wyrażanie swoich potrzeb i szukanie sposobów ich realizacji. Pan Popiel przytoczył przykład dzieci w domach dziecka i wtedy już wiedziałam, że popełnię ten wpis.
Dzieci w domach dziecka mierzą się z wieloma wyzwaniami i problemami, wśród których deficyt miłości i sieroctwo społeczne można uznać za szczególnie dotkliwe. Żeby nie pisać wyłącznie o swoich odczuciach, iż właśnie dla tych dzieci środowisko pełne szacunku, uważności na emocje i potrzeby, jest wyjątkowo służące, a budowanie społeczności jest nieodłącznym elementem codzienności szkół demokratycznych, przywołam tu pewnego pedagoga, pisarza i działacza społecznego, Henryka Goldszmita, który już w początkach XX wieku dostrzegł potrzebę emancypacji dziecka i poszanowania jego praw i postanowił założyć Dom Sierot, w którym poprzez pracę z mieszkającymi tam dziećmi, rozwijał swoje innowacyjne jak na tamte czasy podejście oparte na partnerstwie, wzajemnym szacunku i samostanowieniu dziecka. Dziś mówimy o nim, że jest prekursorem edukacji demokratycznej w Polsce, znanym lepiej pod swoim pseudonimem jako Janusz Korczak.

Na dziś wystarczy polemiki, będzie jeszcze z pewnością wiele okazji do dyskusji. Podczas debaty poruszane były również tematy odpowiedzialności za naukę, a także kwestie systemowe – z jednej strony powstają szkoły demokratyczne jako alternatywa do szkół mainstreamowych, z drugiej – podejmowane są również działania, mające na celu poprawę jakości edukacji w tradycyjnym szkolnictwie. „Naszym zadaniem jest inspirować szkoły mainstreamowe” stwierdził pan Wojciech Eichelberger, a zatem inspirujmy – spotykajmy się, rozmawiajmy, podejmujmy polemikę. Niewątpliwie istnieje ogromna tego potrzeba. Ruch edukacji demokratycznej rozwija się w Polsce coraz szybciej, goniąc inne kraje takie jak Niemcy, Japonia, USA czy Izrael. Pod wspólnym mianownikiem, jakim jest podmiotowe i pełne szacunku, równoprawne traktowanie wszystkich członków społeczności szkolnej, powołane do życia zostają kolejne placówki demokratyczne, co sprawia rzecz jasna, że pytań przybywa, ciekawość rośnie, a spotkania takie jak wczorajsza debata, nie tylko inspirują i pobudzają do myślenia, ale również odpowiadają na rosnącą potrzebę dialogu w zmianie, jaka odbywa się w systemie edukacji na naszych oczach.

Anna Ejme
prezes Fundacji Atalaya

Debata pt. Szkoła Wolnych Ludzi odbyła się 23.03.2015 roku w kawiarni PAŃSTWOMIASTO w Warszawie. Organizatorem była Fundacja Bullerbyn, prowadzącą dziennikarka TOK FM Aleksandra Pezda, a jej rozmówcami Wojciech Eichelberger, Marianna Kłosińska, Andrzej Araszkiewicz oraz Sebastian Popiel.

Logotyp i księga znaku Fundacji Atalaya

Księga znaku – pobierz plik PDF

logotyp - podstawowy_RGB_do internetu_pion1. Logotyp transparentny – wersja pionowa

Pobierz wersję PNG – RGB

Pobierz wersję JPG – CMYK

Pobierz wersję PDF

 

 

 

logotypy podstawowy_RGB_do internetu_poziom2. Logotyp transparentny – wersja pozioma

Pobierz wersję PNG – RGB

Pobierz wersję JPG – CMYK

Pobierz wersję PDF

 

 

logotyp - podstawowy-czarne-tlo_RGB_do internetu_pion3. Logotyp na czarnym tle – wersja pionowa

Pobierz wersję PNG – RGB

Pobierz wersję JPG – CMYK

Pobierz wersję PDF

 

 

logotypy-podstawowy-czarne-tlo_RGB_do internetu_poziom4. Logotyp na czarnym tle – wersja pozioma

Pobierz wersję PNG – RGB

Pobierz wersję JPG – CMYK

Pobierz wersję PDF