+48 665 312 958
fundacja@atalaya.pl

WersjaPL

Odwrócone role ucznia i nauczyciela

 

Z jaką najtrudniejszą sytuacją w pracy trenera musiałaś sobie poradzić i jak to zrobiłaś? 

Jestem początkującym trenerem, „świeżynką” w tej dziedzinie. Studiuje psychologię, obecnie już 5 rok. Przez większą część swoich studiów przygotowywałam warsztaty, które przeprowadzałam ze swoimi rówieśnikami, również studentami. Ponad rok temu rozpoczęłam pracę w Fundacji Atalaya. Razem z nowymi wyzwaniami i szkoleniami, pojawiła się dla mnie możliwość współprowadzenia warsztatów z poznanych metod. To były moje pierwsze kroki w pracy z osobami dorosłymi, starszymi ode mnie. Z czasem, na mojej drodze pojawiła się sytuacja o wiele trudniejsza.

Pierwsze, poważne doświadczenie.

Jako fundacja zorganizowaliśmy konferencję przeznaczą dla trenerów, edukatorów i nauczycieli pracujących z młodzieżą i młodymi dorosłymi. Moim zadaniem było współprowadzenie dwóch sesji warsztatowych dla grup 10-osobowych. Moje odczucia? Stres na 100%. Będę szkolić osoby, które mają ogromne doświadczenie w pracy w zawodzie. Największa trudność spotkana dotychczas- bycie ekspertem w metodzie, pośród ekspertów znających niezliczoną ilość metod pracy z grupą. Obawiałam się, że moje niewielkie doświadczenie będzie widziane przez innych, co odbije się na wizerunku naszej organizacji.

Wpadłam jak śliwka w kompot, czyli trudność sytuacyjna

Rozpoczęła się pierwsza sesja warsztatowa. W sali zgromadzili się uczestnicy. Rozpoznałam jedną znajomą twarz. Pani Profesor z mojej uczelni, z którą miałam przyjemność pracować w odwróconych rolach. W tej sytuacji to ja miałam być w roli nauczyciela. Pierwsza myśl w mojej głowie: czy podołam? W jaki sposób porzucić bariery związane z mniejszym doświadczeniem? Próbowałam przegonić swój niepokój i skupić się na tym co dzieje się tu i teraz. Wspólnie z drugą trenerką rozpoczęłyśmy rundę początkową, w której każdy miał powiedzieć kilka słów o sobie. Nadeszła kolej na znajomą Panią Profesor. Przedstawiła się dodając na jakiej uczelni pracuje. Wtrąciła żart o grupie studentów, a ja zaniemówiłam. Nie wiedziałam którą strategię przyjąć.

1.  Podczas przedstawiania siebie pominąć fakt, bycia studentem, co nie byłoby szczere wobec osób uczestniczących w warsztacie.

2. Powiedzieć prawdę i w humorystyczny sposób przejść do dalszej części szkolenia.

Na jakie rozwiązanie sytuacji się zdecydowałam?

Czułabym się źle nie mówiąc prawdy o sobie uczestnikom. Szczerość jest dla mnie ważna w pracy z drugim człowiekiem. Powiedziałam, iż jestem studentką oraz na jakiej uczelni studiuje. Dodałam, że to niezwykle cenne doświadczenie kiedy role mogą się odwrócić, tak jak w tej sytuacji i będę mogła nauczyć czegoś nowego swoją Panią Profesor. Rozwinęłam żart przytoczony wcześniej. Grupa, włącznie z Panią Profesor, roześmiała się. Powiedziałam, że jest to dla mnie stresująca sytuacja, ale trzeba pokonywać swoje bariery. Dostałam słowa otuchy od Pani Profesor oraz całej grupy. Napięcie sytuacyjne udało się obniżyć do zera. Kryzys zażegnany. Podczas przerwy udało mi się zamienić kilka słów na osobności z Panią Profesor, na temat zaistniałej sytuacji.

Warsztat okazał się udany. Uczestnicy mogli czerpać ode mnie wiedzę dotyczącą metody a ja od nich cenne doświadczenie pracy w zawodzie. I chyba o to chodzi w pracy trenera, uczyć się przez całe życie, wymieniać doświadczeniem.

Są sytuacje, w których nie trzeba używać skomplikowanych narzędzi. Wystarczą te najprostsze jakimi są szczerość i otwartość wobec grupy.

Przemyślenia i wnioski

Jak mówią praktyka czyni mistrza, więc przełamuje swoje bariery i pomimo młodego wieku buduje swoje doświadczenie dalej. Z każdym kolejnym warsztatem uczę się nowych rzeczy i wyciągam wnioski na przyszłość. Myślę, że to duża trudność wśród początkujących osób w środowisku trenerskim. Powszechnie pojawia się przekonanie, że dopiero kiedy masz duże doświadczenie, jesteś dobry w tym co robisz. Tylko trzeba jakoś zacząć, mieć odwagę by to doświadczenie zdobyć. W młodości siła!

Artykuł został nagrodzony w konkursie „Kulisy pracy trenera” organizowanym przez ePale Polska- Elektroniczna platforma na rzecz uczenia się dorosłych

How To Become an Icelander in 10 Days?

Iceland – a land of an ice and fire. This description perfectly shows the spectrum of contradictions and surprises, we can’t even begin to imagine when heading this direction. We know nothing. We know nothing about it. I can tell You. Using the same words, Ingrid used reprimanding Jon Snow in a spectacular scene beyond the wall in Game of Thrones filmed (by the way) in the very special, breathtaking Svínafellsjökull glacier on the south of the country.

We were there to learn creative writing, as an empowering and self-development method, from one of the most-written nations around the world. This was a very special time, not only in getting familiar with the empowering and upportive method but also visiting and exploring this beautiful country and its natural heritage.

How to become an Icelander in 10 days? Well, we did it even faster taking this extra fast course. Only in 60 minutes Bjarni Haukur Thorsson shows us the most common culture clusters for Icelanders. All of this in Harpa, near by sea and harbor, one of the most spectacular and most expensive concert halls in the world. This is a perfect example of those Icelandic contradictions. It was built directly after the biggest Iceland breakdown in 2008. Everything Icelanders did, they’re do it all over again. This nation is pretty much a volcano eruption.

Here is my very personal and subjective summary of a great journey to Iceland.

#1
Icelanders are Hyggelig even not knowing or naming it
Their lands are beautiful, majestic but sharp and in a way unfriendly to visitors at the same time. The winter is long and tough. So, one of the ways to make life easier and more pleasant is to adjust the living area and make it as cozy as possible. So, everywhere we go, no mater, private apartment or public area, you’ll find subtle lights, candles, handmade pottery pieces. Everything in a harmony nature colors and this magic glacier shade of blue. Our first home made cake, made by our host, was served on a beautiful azure color ceramic plate.
And the names for this cozy atmosphere are following –
#Lygeglad (not taking things too seriously)
#Hygge (we already know it thanks to Danish excellent PR)
#Mysa (Swedish synonym).

#2
Iceland women are beautiful and fragile at first glance, but strong and resistant at the same time
Iceland is not a pampering place to live in. The nature is wild and conditions are tough. Iceland women were used to take care on their own for centuries. Their men were usually far away in the sea. Moreover, thanks to archeologists, we already know, that among Viking warriors, there were also women as well. So, King of Thrones stops to be only a fairy tale. So, on the one hand we have this Elves’ fragility look and on the other a soul of a tough enough warrior.

#3
Weather in Iceland is always a surprise
Do you like surprises? Then, you’ll be happy enough to enjoy Icelandic weather. You never know, what’s going to happen in next half an hour. There’s even the most famous Icelandic joke – if you don’t like the weather, wait five minutes. Sun, wind, rain, snow, sun and wind again. Wind, wind, wind again. A lot of wind… If you overreact wind, better don’t go there. I even paid attention that (maybe because for practical reason), elder Icelander women have these short messy haircuts. I assume, it’s comfortable in windy weather – you really don’t need a hairdresser then.

#4
þetta reddast (thetta reddast) – no it’s not swearing, not at all! It means (untranslatable indeed, but the nearest meaning is – We’ll manage somehow)
So, when I’ve met our Icelandic host, she said to me – we and Serbs, we have a lot in common. You know – Austria, Czech Republic, Poland – they are kind of mainstream. And we – we make it always other way around. So let it be. You live once and you’ll manage it somehow.

#5
Let’s take a second to look at language. The structure of Icelandic has not changed much since the time of the settlement. When some old written pieces are discovered all around Scandinavia, Icelanders are ones who can translate those. They language stayed unchanged for ages. And they pay a lot of attention not to spoil it with some foreign phraseologies. Even contemporary devices are named have their equivalent names in Icelandic, i.e. computer (tölva) means the one who can predict numbers. How poetic?

#6
If someone gets breathless while talking to You, don’t panic. It’s just the Icelandic habit of talking and underlying their words. Don’t rescue them. Just listen carefully and continue conversation. I was surprised for the first few times. But then, I was enlightened during the mentioned above one man show. It’s a normal way of Icelandic women’s expression. There was a medieval traveler who misinterpret this phenomenon as common asthma disease.

#7
Stay calm and enjoy the peace.
I’ve been to several countries. And I haven’t experienced so much peace nowhere else, even on Jordan desert Wadi Rum. This is incredible feeling and for sure worth going up north, even for warm beaches lovers. There are no billboards and ubiquitous advertisements. And the sirens I’ve barely heard once by coincidence in the middle of Reykjavik.

#8
Be careful with the myths about Iceland. You’ve probably heard you can camp everywhere You’d like to. It’s only the half the truth. More than 60% of country is a private property. So, you need permission to stay there. A little more than 40 % of Iceland is pristine vastness and it’s forbidden to stay there. It doesn’t surprise me. If I had such a natural heritage, I’d also take care of it as much. During our stay, when I hear that a student is going to have seasonal summer work in the highlands, watching out for what the tourists are doing there, I almost high-fived him.

#9
Maybe I should start with this. But well, this text is full of contradictions. And I am obviously influenced by Iceland culture. Writing… This was the aim of our expedition. It’s so obvious. Whom better to learn writing from than the most written nation in the world. They say, you don’t exist if You don’t have profile in social media now a days. It doesn’t matter for Icelanders. You are no one in Iceland, if You don’t publish at least one piece in your lifetime. They read a lot and they publish themselves a lot. When a person dies there, he doesn’t have a simple necrology in a local newspaper as in average European country. Real dead novels are made instead of that. Maybe it’s easier to write about feelings instead of showing those emotions live. It doesn’t fit in with what we think about the Viking successors.

#10
I’d have much more to write about because Iceland doesn’t leave you indifferent. Despite easy descriptions, I want to leave this last point for You, to fill in with Your own reflections and observations when You visit this astonishing country since I’m pretty sure, you will if You are reading this text.

*All interpretations and descriptions in this text are based on personal observations and few quite serious facts. However, with an intercultural background and bite of humor and irony.
Don’t be too serious though. Life is too short to complicate it.

**Special thanks to Björg Árnadóttir (Reykjavik Akademy) and Atalaya Foundation to make this big dream and lot of bucket list points came true

Copyright by Vesna Lorenc – intercultural facilitator, coach and mediator by choice
www.just-be.com.pl

Sztuka kochania. Sztuka pomagania.

W sobotę wielkanocną miałam wyjątkową i wątpliwą przyjemność załapania się na polskie telewizje śniadaniowe, z których dowiedziałam się, że ogólnie rzecz ujmując, wszystko w życiu robię źle, ale to żaden problem, bo telewizja powie mi jak mam stać się superwoman. Było też parę cliche świątecznych tematów czyli m.in. o pomaganiu innym. Z ciekawości usiadłam do wujka Googla i sprawdziłam jak to jest z tym pomaganiem u Polaków. Okazuje się, że (53%) deklaruje, że w przeciągu ostatniego roku udzieliła pomocy finansowej. W tym oczywiście najwięcej jest tych co pomagają przekazując 1% czyli  po prostu wpisując 10 dodatkowych cyfr żeby przekazać kasę, którą i tak im zabiorą.
Rozliczając się w 2017 Polacy z 1% przekazali 660 mln PLN na OPP (organizacje pożytku publicznego). Brzmi całkiem imponująco, ale potem dowiedziałam się, że w skali roku Polacy wydają 1,2 mld na papier toaletowy i to szlachetne pomaganie traci trochę swój urok. Wracam do Google i pytam „kto najbardziej potrzebuje pomocy?” ale na trzeciej pozycji wyskoczył mi pies. Chyba jeszcze u nas nie jest tak kolorowo po 500 plus, że zostały nam już tylko psy do uratowania…
A co z dziećmi z domu dziecka? Więc sprawdzam wpisując „dzieci z domu dziecka” i oto pierwsze trzy strony:
1. Dom dziecka to najsmutniejsze miejsce na świecie.
2. Pedagog z domu dziecka „Zasada nr 1: Tu dziecko się nie liczy”
3. Jak zaprosić do domu na Święta dziecko z domu dziecka”? – porada
Najbardziej zaskoczył mnie ten trzeci, bo wydawał się być taką bardziej uduchowioną wersją jednorazowego zapraszania dziecka zamiast Świętego Mikołaja, bo ci są już zabookowani od króliczka wielkanocnego.

Młodzież, z którą pracuję od trzech lat jest z kabaretu (jak mówią o sobie młodzi z placówek opiekuńczo-wychowawczych). Przez ten czas poznałam agresywnych wychowawców, psychologów łamiących kodeks etyki zawodowej, kadrę, tak skrajnie nieprzygotowaną do wykonywania zawodu, że trudno powiedzieć czy bardziej pomagają czy przeszkadzają i dyrekcję dostosowującą przepisy tak, by najbardziej pasowały do ich aktualnego nastroju czy poziomu sympatii do danego wychowanka. Jednocześnie poznałam młodych ludzi, którzy są prześmieszni, opiekuńczy, ambitni, trochę zagubieni, otwarci, ciekawi i empatyczni. Niekiedy stali też obok nich cudowni ludzie, pracując z powołania, niezależnie od abstrakcyjnie niskiego wynagrodzenia czy trudnych godzin pracy.
Na pewno nie jest to najsmutniejsze miejsce na świecie. Nie jest to też wypożyczalnia dzieci na święta, pojemnik na starą odzież i rozklekotane meble ani fajny plener na akcję PR firmy w kryzysie wizerunkowym. Jest to instytucja, gdzie mieszkają dzieci, którym trafił się marny los w genetycznej loterii. Na pewno każde z nich ma tu lepiej niż miałoby w swoim domu rodzinnym i mało kto się garnie do tego żeby wracać na stare śmieci.

Nie pomagam dzieciom z domu dziecka. Współpracuję z chętną młodzieżą, która chce dla siebie lepszego życia niż przewidują dla nich rodzice, wychowawcy czy Państwo. Nie namawiam nikogo do tego by dołączyli do projektów fundacyjnych. Prowadzę rekrutację i przyjmuję tylko tych, którzy naprawdę tego chcą. Nie zakazuję przeklinania, palenia papierosów czy chodzenia bez czapki. Pozwalam na siedzenia po nocach, zadawanie tysiąca pytań, popełnianie nieskończonej liczby błędów i kwestionowanie wszystkiego co ich otacza. Czy każdy z tych dzieciaków potrzebuje takiego podejścia? Tak. Czy każde z nich jest na nie gotowe i potrafi z niego skorzystać? Nie.
Sztuka pomagania to sztuka kochania drugiego człowieka, ale nie na siłę, nie wedle własnego pomysłu i nie tylko kiedy inni patrzą. To pełne akceptowanie drugiego człowieka, wsłuchiwanie się w jego potrzeby i wspólne tworzenie bezpiecznej przestrzeni, gdzie może się zadziać coś fantastycznego. Pewnie wtedy nie jest to super medialne i kolorowe. Nigdy też nie ujawniamy z kim pracujemy póki nie osiągnął pełnoletności i nie wyrażą na to pisemnej zgody. Nie lansujemy ich historii życiowych na bilbordach, w 30 sekundowych spotach telewizyjnych, w szaro-czarnych kolorach z pomarańczową łatką 1%. Nie na wszystko starcza kasy, ale jeśli tak jest to mówimy im to wprost i zastanawiamy się co dalej. Na szczęście bezpieczną przestrzeń u nas zawsze mają za darmo.

Zatem, zbierając parę świątecznych myśli:
1. Jeśli myślisz, że ktoś jest potrzebujący, nie okazuj litości i nie pomagaj w ciemno. Najpierw zapytaj czego potrzebuje.
2. Jeśli chcesz zrobić coś z sensem dla osób, które mają w życiu pod górkę, ale nie masz pomysłu co by to mogło być, skontaktuj się z jedną z 9000 organizacji, które zajmują się tym zawodowo i znają swoje grupy docelowe.
3. Jeśli możesz, kochaj i pomagaj (nie tylko w święta).

Jak zastosować dramę brytyjską w pracy nad wartościami?

Jak pracować z tematem wartości metodą dramy? Myślę, że nie jest to proste, ponieważ utarło się przekonanie, że każdy ma swoje wartości i jest to przestrzeń osobista, a więc niekoniecznie do publicznego wglądu.
Często miejsce wartości to obszar naszego wychowania, kultury, tradycji, religii. Odniesienie do ogólnoludzkich postaw, w których szukamy dobra i piękna. A także proces oparty na tekstach ważnych w danej kulturze i dywagacjach intelektualnych.
A zatem o wartościach dużo się MÓWI.

Warsztaty metodą dramy dają tę niepowtarzalną szansę, aby uczestnik nie ograniczył swojej aktywności tylko do ważnej refleksji intelektualnej, ale by poznanie dokonało się w jego ciele, w trzewiach, w sercu. Szansę doświadczania obrazu, który tworzy, aby w nim być, zobaczyć go z zewnątrz, zatrzymać się nad nim, (bo obraz przemawia, myśl bywa, że umyka). Wszystkie stymulatory (fotosymbol, chusty, plastyczne elementy czy muzyka) są wykorzystywane do innego, ubogacającego nasze refleksje doświadczenia.

Praca z tematem wartości może być narzędziem do budowania mostu, dialogu na wielu płaszczyznach. Praca metodą dramy tworzy przestrzeń na odwagę do wspólnego tworzenia drogi, nie nastawiając się na wymyślony koniec, bo koniec może być bardziej zaskakujący, niż się miało w założeniach.

Autor: Anna Łoboda – nauczyciel dyplomowany, trener dramy, pedagog, katecheta. Prowadzi grupę teatralną PRETEKST oraz warsztaty rozwojowe metodami dramy i bibliodramy w kraju i za granicą. Ukończyła APS w Warszawie, studia z zakresu pedagogiki terapeutycznej, a także podyplomowe Profilaktyka i terapia problemów wychowawczych-pomoc dziecku i rodzinie. Cały czas rozwija swój warsztat, ucząc się m.in. w Polskim Instytucie Psychodramy.

Polskie wartości do zaczerpnięcia

Zaczęliśmy projekt bardzo pomyślną wymianą w Polsce (Październik 2016).
Poniżej znajduje się lista pięciu (bardzo subiektywnych) wartości które można było wynieść z tego doświadczenia.

Wspólnota. Nasi uczestnicy i ich gotowość by pracować, dzielić się, inspirować i śmiać się zupełnie przerosły moje oczekiwania. Pomimo różnic kulturowych, niesamowitym było widzieć podobieństwa i codzienne zmagania w naszej pracy, a także dzielić się inspirującymi planami na przyszłość. Po tygodniu 16 obcych sobie ludzi tworzyło zjednoczoną grupę.

Rozwój osobisty. Widzieć jak chętnie uczestnicy otwierali się w grupie, ustalali osobiste cele, i podążali ku nim przez cały tydzień było inspirujące. Widziałam jak wielu z was (włącznie ze mną) wyszło poza swoją strefę komfortu! Mogliśmy po prostu nauczyć się tej metody w teorii, ale zdecydowaliśmy się wykorzystać ten czas w pełni i zagłębić się w niej.

Przywództwo. Jest to wartość nad którą pracowaliśmy najbardziej poprzez Horse Assisted Education*. Siła tej metody pozwala każdemu zaprojektować własne doświadczenie rozwoju podczas pracy nad umiejętnościami przywódczymi. Nie ma miejsca na oszustwa podczas pracy ze zwierzęciem, które nas przejrzy. To od nas zależy w jaki sposób zaplanujemy współpracę i przewodzenie w danej sytuacji.

Autentyczność. Temat do którego często wracaliśmy w odniesieniu do pracy z młodzieżą oraz pracy, którą wykonujemy na co dzień. Bez autentyczności nie możemy oczekiwać zaufania. Bez zaufania nie możemy zbudować trwałych relacji z innymi. Tak jak koń może nas przejrzeć, tak może nas przejrzeć młodzież, gdy nie jesteśmy autentyczni i wierni sobie i naszym wartościom.

Równowaga. Ciężko mówić o równowadze między życiem prywatnym a pracą, kiedy czujesz, że praca jest częścią Twojego życia, z której byś nie zrezygnował. Wtedy chodzi po prostu o to by…. żyć. Oczywiście, aby zachować równowagę, najpierw musisz być dobrze zorientowany w sprawie, ale kiedy już ją zdobędziesz, dostrzeżesz inne aspekty swojego życia; jego piękno, humor, ludzi, możliwości jakie Ci daje i odwagę by ryzykować i być autentycznym.

Teraz bierzemy te wartości i czerpiemy z nich w naszych projektach społecznych.

Autor: Anna Brymora, Fundacja Atalaya
Menadżer projektu, specjalista d.s. PR, psycholog, nauczyciel języka angielskiego.
Swoją edukację zaczęła w Waszyngtonie jako doradca d.s. edukacji zewnętrznej. Od tego czasu była zaangażowana w mnóstwo inicjatyw edukacyjnych zarówno w Polsce jak i Stanach Zjednoczonych. Jej głównym celem jest wdrażanie doświadczeń z amerykańskim systemem edukacyjnym w Polsce. Anna z zapałem także wspina się i podróżuje.

Warsztat rozwojowy dla kobiet: Zbocz ze szlaku

Wędrujemy po górach naszego życia, skupieni na celu, który mamy osiągnąć. Jednak warto czasem zboczyć z obranego szklaku, zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć naokoło.
Podczas warsztatów będziemy mogły wspólnie przyjrzeć się bliżej naszym emocjom i wydarzeniom, które nas ukształtowały. Dlaczego jesteśmy właśnie w tym miejscu?

Proponujemy Wam, abyście zrobiły sobie przerwę od codzienności w tym szalonym, świątecznym okresie, który wymaga od nas ciągłych działań na rzecz innych. Warsztaty będą czasem, który ułatwi Wam skupienie się na sobie, zadbanie o swoje potrzeby. Może wtedy razem obudzimy w sobie siłę do dalszej wędrówki?

Warsztat odbędzie się 7 grudnia (czwartek) w godzinach 17:30-20:30,
w siedzibie Fundacji Atalaya na ulicy Wolskiej 66/39 w Warszawie.
Koszt warsztatu to 30 złotych od osoby.
Zapisy: fundacja@atalaya.pl.
Liczy się kolejność zgłoszeń, liczba miejsc ograniczona.

Prowadzące:
Anna Brymora – trener, psycholog, koordynator projektów, studentka seksuologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS. Prowadziła liczne warsztaty edukacyjno-rozwojowe dla młodzieży zagrożonej wykluczeniem społecznym z pieczy zastępczej z zakresu komunikacji, asertywności, definiowania ścieżki rozwoju i rozwiązywania konfliktów m.in.: „Empatia w edukacji”, „Trampolina: program rozwoju ścieżki zawodowej”, „W kontakcie”. Obecnie koordynuje młodzieżowy projekt w ramach Erasmus+ skierowany do młodzieży.

Anna Grygalewicz – absolwentka psychologii na SWPS, obecnie studentka studiów podyplomowych CSR na Akademii Leona Koźmińskiego. Zawodowo zajmuje się copywritingiem i komunikacją w korporacji. Z trzecim sektorem związana od 2016 r. kiedy dołączyła do Fundacji Atalaya jako wolontariuszka. W ramach wolontariatu prowadziła warsztaty dla dorosłych „Miej Zielone Pojęcie” i „Wartości Życia”. Współprowadziła także warsztaty edukacyjno-rozwojowe dla młodzieży: „Co nas uzależnia?: Profilaktyka narkotykowa”, „Empatia w edukacji” oraz „Trampolina: program rozwoju ścieżki zawodowej”.

Vamos a la Playa, czyli wakacje z Atalaya…

           Parę tygodni temu wrzuciłyśmy na naszego Facebooka informację, że poszukujemy zatrudnienia dla naszej młodzieży z domu dziecka. Post zupełnie nieoczekiwanie poszedł w świat, miał 50,000 wyświetleń, a my po paru dniach otrzymałyśmy ponad 15 propozycji zatrudnienia dla młodych. Obecnie każdy, kto szukał pracy ma podpisaną umowę, jest po okresie próbnym i sprawdza się w nowej roli. Znaleźć pracę wakacyjną jest całkiem łatwo, ale utrzymać… to już trochę trudniej.

            Tak powstał pomysł na program P.L.A.Y.A. Na rynku, który zatrudnia na podstawie kompetencji twardych, a zwalnia głównie za brak kompetencji miękkich okazało się, że nie ma możliwości sprawdzenia się w inny sposób niż ukończenie kolejnego kursu, zdanie kolejnego egzaminu, zdobycie kolejnego tytułu czy dodanie kolejnego wpisu do CV. Nasi podopieczni wcale nie potrzebowali kolejnego szkolenia ze zdobycia zatrudnienia, bo ciągle brakowało jednego kluczowego elementu – INICJATYWY. Brakowało tej wewnętrznej siły, żeby samemu nadać kierunek swoim działaniom, zapytać, wywalczyć, zgłosić, przegadać, zaproponować i zmienić. Jednocześnie szkoła, nawet zawodowa, oparta jest na formie podawczej gdzie materiał często nie zmienia się od lat, a kompetencje miękkie przekazywane są w formie wykładowej. W tym samym czasie pojawił się konkurs Transferhub na innowację społeczną i tak zaczęła się praca nad PLAYĄ, programem wspierającym młodych NEETów (Not in education, employment or training). PLAYA to miejsce, gdzie łączymy zatrudnienie z pracą nad rozwijaniem trzech kompetencji kluczowych, bez których naszym zdaniem bardzo trudno jest utrzymać jakiekolwiek zatrudnienie: (1) komunikatywna eksperckość, (2) odpowiedzialność i samodzielność oraz (3) praca w zróżnicowanym środowisku. W dużym uproszeniu można powiedzieć, że: jeśli nie będę sam wykazywał inicjatywy, jeśli nie będę w tym samodzielny, jeśli nie wezmę odpowiedzialności za swoje zadania, jeśli nie będę w czymś naprawdę dobry i jeśli nie będę potrafił tego zakomunikować i dogadać się z innym człowiekiem, to wcześniej czy później będę niezadowolony w robocie albo sami mnie z niej wyrzucą.

            Każdy z pracodawców, z którym  współpracujemy zatrudnia młodzież trzy dni w tygodniu. W pozostałe dni uczestniczą oni w „kręgach” gdzie sami mogą projektować swoje wyzwania z zakresu trzech wymienionych wcześniej kluczowych kompetencji. Oczywiście cały program oparty jest na założeniu, że jak najwięcej inicjatywy oddajemy im i krok po kroku uczymy korzystania z tej wolności. P.L.A.Y.A. jest skrótem od Project Learning Activating Young Adults. Poprzez pracę projektową każdy tworzyć będzie wyzwanie, które poruszy go do zrobienia czegoś trudnego, czegoś o czym długo marzył albo poznania nowych rzeczy i nabycia nowych umiejętności, które odkryje podczas projektu. Celem jest zdobycie umiejętności potrzebnych niezależnie od wykonywanej pracy czy obranej ścieżki zawodowej. Pracujemy w grupie, ale każdy uczestnik ma jednocześnie wsparcie indywidualne w postaci regularnych spotkań coachingowych, które pomóc mu mają w określeniu i realizacji celów. Każdy ma również do dyspozycji budżet, który samodzielnie będzie musiał z nami rozliczyć (co oznacza też, że szybko będzie trzeba ogarnąć, jaka jest różnica pomiędzy netto i brutto i co to takiego koszty kwalifikowalne w projekcie).

Jesteśmy po pierwszym tygodniu kręgów i pierwszych spotkaniach coachingowych (ale jeszcze przed pierwszą wypłatą w pracy). Tworzymy, sprawdzamy, wprowadzamy poprawki i szukamy obszarów, w których inicjatywę można w jak największej części oddać uczestnikom. Wyjątkowo budujące jest to, że mimo wakacyjnego okresu zebraliśmy grupę ludzi, która zjawia się, pracuje, ma niepowtarzalną energię i ciekawość. PLAYA jest miejscem, które nie istnieje jeśli osoby, które ją tworzą same nie wypełnią tej przestrzeni i nie wezmą odpowiedzialności za to, co się zadzieje na grupie. Przez najbliższe tygodnie będziemy dzielić się z Wami podjętymi wyzwaniami, sukcesami, porażkami i anegdotami z miejsc pracy (oczywiście za zgodą naszej młodzieży). Jest to nasza mała, wakacyjna innowacja społeczna, która, mamy nadzieję, że gdy będzie już sprawdzona, będzie wykorzystywana przez inne grupy, które chcą w niestandardowy sposób przygotować się do wejścia na rynek pracy.

 

“Aby móc dokonać wyboru, trzeba wiedzieć o jego istnieniu”

Jako fundacja przeprowadziliśmy już kilkadziesiąt spotkań w ramach cyklicznych projektów „Educoaching – NVC w działaniu” dla wychowawców warszawskich domów dziecka. Na najczęściej pojawiające się pytania odpowiada Anna Ejme, prezeska Fundacji Atalaya i coach wiodący.

Czym jest Porozumienie Bez Przemocy (NVC)? Jakie są główne założenia tej metody?

Spotkać można wiele definicji Porozumienia Bez Przemocy – jedni będą mówić o sposobie czy metodzie komunikowania się, inni o podejściu, wizji czy całej filozofii życia. Sam twórca, Marshall Rosenberg, mówi o zapomnianym języku ludzkości, języku serca. Niezależnie jednak od definicji, dla mnie ważną kwestią jest świadomość możliwości, jakie niesie PBP – alternatywy, zwłaszcza w sytuacjach trudnych i konfliktowych, jaką daje do powszechnej skłonności do interpretacji, oceniania i stawiania żądań wobec innych i siebie. Jeśli chodzi o główne założenia, to można tu iść dwutorowo – w coś, co nazwałabym filarami PBP i drugi aspekt, czyli model 4 kroków zaproponowany przez Rosenberga. Filarem będzie między innymi założenie, że wszyscy mamy takie same potrzeby – ich uniwersalizm nas łączy – a nasze działania skierowane są na ich zaspokojenie. Gdy nasze potrzeby nie są zaspokojone, przeżywamy zazwyczaj trudne i mniej przyjemne emocje – złości, strachu, smutku, natomiast, gdy są zaspokojone, pojawiają się emocje przyjemne i “łatwe w przeżywaniu”, takie jak np. radość, zadowolenie, ekscytacja. Przemoc w założeniu jest zatem wyrazem niezaspokojonych potrzeb i często braku świadomości czy dostępu do alternatywnej strategii działania.
Jeśli zaś chodzi o sam model 4 kroków, to wspomnę tu tylko o jego głównych aspektach, bo jeśli miałabym opisać go w pełni, to pewnie nasza rozmowa skończyłaby się na pierwszym pytaniu, nie jest to bowiem temat krótki. Porozumienie bez Przemocy zwraca uwagę w szczególności na cztery elementy: działania czy zachowania, które wpływają na to, co czujemy, wolne od oceny i interpretacji, emocje, które się właśnie wtedy pojawiają, potrzeby za nimi stojące i prośby (do siebie, do innych), pozostawiające w odróżnieniu od żądań możliwość odmowy ich spełnienia. Podczas wprowadzania PbP pokazujemy różnicę między takim sposobem komunikacji, a alternatywną ścieżką, dobrze znaną pewnie większości z nas, która w sytuacji np. złości prowadzi do zdań typu: “przestań się obijać i zrób to pranie, a nie siedzisz, nic nie robisz i tylko mnie denerwujesz.” Pracując PbP chcemy pokazywać, że istnieje wybór – dwie ścieżki, którymi można pójść w danej sytuacji, z których jedna prowadzi do kontaktu z drugim człowiekiem, a druga do jego braku. To, na której ścieżce jesteśmy zależy od naszego wyboru – jednak, by móc go dokonać, trzeba wiedzieć o jego istnieniu.

Dlaczego Fundacja wybrała taki sposób pracy z kadrą ośrodków wychowawczych?

Powiedziałabym, że to raczej domy dziecka wybrały ten sposób pracy z nami. Na co dzień praca wychowawcy jest trudna pod wieloma względami – to nie etat od 8 do 16, ale praca często całodobowa, ciężka zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Trudno jest, o ile jest to w ogóle możliwe, wyjść, zamknąć drzwi i zapomnieć po pracy o wszystkim i spokojnie odpoczywać. Dzieci mają za sobą trudne historie, są często w trakcie jeszcze trudniejszych, bez wsparcia rodziny i szkoły, wychowawca jest nie tylko ich opiekunem, ale i filarem bezpieczeństwa i jakiejkolwiek stabilności. Niełatwo jednak być takim filarem, wymaga to ciężkiej pracy nie tylko w relacji z dzieckiem, ale i ze sobą i z innymi dorosłymi wokół. W domach dziecka, z którymi współpracujemy, zarówno dyrekcja, jak i kadra doskonale zdają sobie sprawę z tych trudności i są otwarci na wsparcie. Równolegle do naszej pracy z dziećmi, zaproponowaliśmy też program dla kadry Educoachingu w oparciu o Porozumienie bez Przemocy, który był bezpośrednim rezultatem naszych obserwacji, a także rozmów na temat potrzeb, kierunków i pożądanych sposobów działania, określonych przez dyrekcję i kadrę placówek.

Dlaczego wprowadzacie tę metodę podczas coachingu grupowego a nie np. warsztatu czy szkolenia?

Przede wszystkim ze względu na efektywność działań – jeśli zmianie ma ulec jakiekolwiek zachowanie, sposób myślenia, a w dalszej perspektywie i postawa, dużo większą efektywność osiągnąć można poprzez cykliczne spotkania, między którymi uczestnicy pracują nad realizacją określonych przez siebie celów, mogą podczas kolejnych spotkań podzielić się sukcesami i trudnościami, otrzymać wsparcie i planować kolejne działania. Drugim aspektem jest przestrzeń, jaka tworzy się w coachingu zespołowym – pozwala ona uczestnikom na wybór kierunku pracy, określenie priorytetów i pracę na bieżących potrzebach, a nie (jak w przypadku klasycznych szkoleń) podążanie za z góry określoną agendą, niezależnie od tego, na ile rzeczywiście odpowiada na potrzeby uczestników.

Jakie potrzeby pojawiają się wśród kadry w domach dziecka?

Zazwyczaj praca przebiega dwutorowo – zespoły koncentrują się w danym momencie albo na własnej współpracy, relacjach w kadrze, potrzebie porozumienia się, wsparcia i spójności lub też na współpracy z dziećmi – potrzebie głębszego z nimi kontaktu, autorytetu budowanego niekoniecznie z pozycji siły, zaufania. Silną potrzebą jest też z pewnością potrzeba kompetencji, profesjonalizmu – często poszczególne osoby mają świadomość, że stosowane na co dzień nagrody i kary nie tylko nie przynoszą zamierzonego efektu, zwłaszcza w dłuższej perspektywie, ale też nie są spójne z ich systemem wartości i potrzebami w zakresie sposobu pracy i wchodzenia w kontakt. Dodatkowo, jeśli ich metody różnią się znacząco, dzieci potrafią doskonale tę niespójność wykorzystać – w mgnieniu oka kojarzą, kto pozwoli im wyjść na basen bez odrobionej pracy domowej, kto ma większą decyzyjność czy wpływ w danym temacie lub kogo należy poprosić o dodatkowy czas na komputerze. Wychowawcy oczywiście to widzą, wiedzą i czują, że nie służy to ani dzieciom, ani im, więc jednym z celów, jaki sobie stawiają jest uspójnienie metod pracy zarówno między sobą, jak i z dziećmi.

Z jakimi trudnymi przypadkami mają do czynienia w swojej pracy?

Pytanie rzeka :). Jak już wspominałam, każde z dzieci, które przebywa w domu dziecka ma za sobą i jest w trakcie jakiejś trudnej historii. Najpowszechniejszymi objawami, które my obserwujemy u dzieci i młodzieży, są zaburzenia więzi, trudności w budowaniu relacji, zaburzenia funkcji społecznych i emocjonalnych. Na poziomie zachowania zaobserwować można cały przekrój trudnych sytuacji: przemoc fizyczna i psychiczna, sięganie po substancje psychoaktywne, zwłaszcza powszechnie dostępne dopalacze, kradzieże, kłamstwa i tak dalej. W części przypadków za wspomnianymi zaburzeniami stoją konkretne syndromy, takie jak np. FAS [Alkoholowy Zespół Płodowy – przyp.] czy zaburzenia ze spektrum autyzmu. U wielu jednak dzieci te zachowania są po prostu smutnym przejawem całej masy niezaspokojonych potrzeb – miłości, bezpieczeństwa, bliskości, zrozumienia, zabawy, uwagi, wpływu i wielu innych. Pozbawione wzorców, znające przede wszystkim środowisko patologiczne, trafiają do domu dziecka pełne niepokoju, złości, smutku. A gdy chcą zapokoić swoje potrzeby, siegąją do dobrze znanych im strategii – właśnie przemocy, krzyku, kradzieży, kłamstwa itd.

Jak NVC może odpowiadać na te potrzeby i przypadki?

Przy niektórych zaburzeniach, takich jak np. FAS, warto pamiętać, że objawy – m.in. nieumiejętność rozwiązywania problemów czy deficyty uwagi – są skutkiem nieodwracalnych uszkodzeń mózgu w życiu płodowym, a nie wyłącznie zaburzeń rozwojowych. Ważne jest, by mieć świadomość, że nie u każdego dziecka jesteśmy w stanie pewne kompetencje rozwinąć, natomiast możemy poprzez różne działania i interwencje zapobiegać występowaniu dalszych zaburzeń i trudnych konsekwencji, takich jak wspomniane już wcześniej kradzieże czy inne problemy z prawem, uzależnienia itd. Porozumienie bez Przemocy, zakładające chęć wejścia w kontakt z drugą osobą i relację partnerską, opartą na empatii, otwiera przestrzeń do poznania potrzeb każdego z tych dzieci i poszukania alternatywnych sposobów ich zaspokojania. Oczywiście jest to droga dużo dłuższa, prosta w założeniu, choć niełatwa w praktyce, wymagająca czasu i otwartości. Na pytanie jednak “czy, nawet konsekwentne odbieranie dziecku czasu przy komputerze lub wstrzymywanie chodzenia na zajęcia, które lubi, w związku z tym, że dokonało kradzieży czy zażyło dopalacze, sprawia, że dziecko w końcu przestaje to robić?” – znacząca większość wychowawców odpowiada, że nie. Widzą oni często krótkotrwałą, chwilową korzyść płynącą z takiej kary w postaci wywiązania się dziecka z jakichś obowiązków (“zrobię swój dyżur = będę mógł pograć na komputerze”), natomiast na poziomie postawy dziecka nie następuje zmiana. Rodzi się natomiast często bunt i opór, co wpływa na relacje pomiędzy dzieckiem a wychowawcą. Przy tak trudnej pracy, jaką wykonują, każde wsparcie w zakresie możliwych alternatyw, metod i narzędzi pracy jest korzystne, nawet jeśli finalnie nie wszyscy zdecydują się w taki sposób pracować. Mają do tego prawo, gdyż jak cała idea Porozumienia bez Przemocy – zakłada na końcu prośbę, której można odmówić. Zachęcamy więc podczas pracy coachingowej do próbowania i eksperymentowania z innym, nierzadko nowym sposobem komunikowania się, zostawiając przestrzeń nie tylko na trudności z nią związane, ale również na niechęć czy brak gotowości do pójścia tą ścieżką. Ważne jest jednak dla mnie, że w tym momencie istnieje już wybór i że jest to działanie świadome, a więc decyzja, którą każdy z nas ma prawo podjąć.

Co dobrego może wydarzyć się z Twoim 1%?


Fundacja w 2015 działała i rozwijała się intensywnie. Zrealizowaliśmy przez ten czas siedem projektów i objęliśmy wsparciem 143 osoby. Jednym z tych projektów był zorganizowany z Waszą pomocą wyjazd mikołajkowy dla wychowanków Ośrodka Wsparcia Dziecka i Rodziny „Koło”. Nic nie pokaże w pełni emocji, jakie towarzyszyły nam i dzieciom w tym czasie. Dzięki Wam stało się możliwe zorganizowanie kilku dni, podczas których dzieci (i młodzież!) mogły zaznać wolności, partnerstwa, ciepła, uwagi, sprawczości, zabawy i odpoczynku – w tym aktywnego, takiego jak jazda konna czy spacery. Takie wyjazdy dają też dość unikalną możliwość spokojnej rozmowy na wiele nurtujących młodzież tematów, na które na co dzień nie ma miejsca.

Relację z naszego wyjazdu poniżej:

Widzimy, jak dzieciom takie wyjazdy służą, jak się cieszą i ile dobra wydarza się podczas tych dni, dlatego już planujemy kolejne takie wydarzenie.

Co wspaniałego może zrobić w 2016 Wasz 1% przekazany z rozliczenia PITu?

Może pomóc nam opłacić kolejny grudniowy wyjazd (właśnie w tym roku) – tym razem na dłużej i dla większej grupy dzieci (mamy nadzieję!).  Cały dochód z 1% zostanie przeznaczony na wyjazd dla dzieciaków w grudniu tego roku.

Aby wesprzeć fundację w formularzu PIT wpisz numer:

KRS 0000338389

W rubryce „Informacje uzupełniające – cel szczegółowy 1%” podaj:
10402 – Grupa OPP – Atalaya

 

Krótkie graficzne podsumowanie 2015 :)

infografika_font2