+48 665 312 958
fundacja@atalaya.pl

„Scena z życia”

 

„Jest opryskliwa, przeklina, w ogóle nie ma szacunku do autorytetów.”
„Pluje, kopie i histeryzuje, nie chce w ogóle robić prac domowych.”
„Jestem wykończona, tylko się frustruję codziennie o to samo.”
„Ukradł mi 200 zł, następnego dnia wbiegł do jadalni i nazwał mnie głupią pi*dą przy wszystkich.”
„Nie da się z nim wyjść, bo nie chce się ubrać, nie rozumie, że się spóźnimy.”
„Już nie wiem, co robić wtedy, krzyczę na nią, cała się gotuję w środku.”

Dzieci.

Być może, gdy czytasz te cytaty, rozpoznajesz w nich fragmenty ze swojego życia. Dzieci bądź co bądź nie różnią się zasadniczo od siebie w zakresie potrzeb i emocji, jakie mają.

Różnić się jednak mogą w sposobie ich wyrażania, sile i częstotliwości przeżywania. Osobami odpowiedzialnymi za te różnice jesteśmy my, dorośli, towarzyszący dzieciom od początku ich życia. Ze swoimi wyborami, jak zareagujemy na płacz niemowlaka, kiedy postanowimy mu pomóc, co przy tej okazji mówimy i w jaki sposób. Są dorośli, którzy z różnych przyczyn nie podołali wyzwaniu opieki, a ich dziećmi opiekują się teraz inni dorośli, dalej towarzysząc im na drodze życia. To dzieci przebywające w pieczy zastępczej, między innymi w ośrodkach opiekuńczo-wychowawczych, zwanych również domami dziecka. To stamtąd pochodzą przytoczone na początku cytaty. Stanowią one jedynie urywek tego, z czym spotykają się wychowawcy w placówkach. Agresja, w różnych swoich formach, jest bowiem jedną z lepiej znanych tym dzieciom strategii działania. Doświadczyły jej, były świadkami, same się jej nauczyły, przetrwały. Teraz, choć są w nowych relacjach i w innym miejscu, nadal próbują stosować to, co znają najlepiej. I tutaj pojawia się dorosły ze swoją rolą.

Gdy pierwszy raz zaczęłam pracować z wychowawcami domów dziecka, podejście, które stanowiło fundament naszej pracy w Fundacji Atalaya, czyli Porozumienie Bez Przemocy (PbP – ang. NVC – Non Violent Communication), było znane i popierane przez dyrekcje placówek. Brakowało praktyki i wdrożenia w codziennej pracy wychowawców. Powstał wówczas program „Educoaching NVC”, czyli długofalowy proces dla zespołów wychowawców, oparty o PbP, mający odpowiadać na potrzeby kadry, jakimi są między innymi spójność działania, efektywność zawodowa i spokój wewnętrzny. To były efektywne i ciekawe spotkania, pogłębiające wiedzę i umiejętności kadry domów dziecka, pozwalające wdrożyć nowe sposoby myślenia i zachowania wobec dzieci i młodzieży. Coaching zespołowy nie jest jednak dla wszystkich równie skuteczny – różnice w doświadczeniu pomiędzy wychowawcami pokazały, że przy bardziej problemowych sytuacjach, w obliczu dużej agresji słownej czy fizycznej, pojawiają się trudności zarówno na poziomie poznawczym (zrozumienie sytuacji, potrzeb, emocji obu stron), jak i w praktyce – zastosowania wypracowanych przez zespół zachowań. Jednym, po miesiącach pracy w duchu NVC oraz przy sporym własnym doświadczeniu rozwojowym, było łatwiej wdrożyć zmiany, innym przychodziło to z trudem lub pozostawali całkowicie bezradni wobec agresji dzieci, nierzadko sami nadal ją stosując.

Stało się dla mnie jasne, że potrzebuję takiego sposobu pracy z grupą, która pozwala rozwijać się jednostce na głębszym, jednak nadal rozwojowym a nie terapeutycznym poziomie. Potrzebowałam kolejnych dwóch lat, aby stworzyć nową drogę i zaprosić do podążania nią wychowawców domu dziecka i innych dorosłych związanych z systemem pieczy zastępczej, dla których temat agresji jest ważny.
Wróćmy zatem do momentu, gdy wspomniałam o roli dorosłego w relacji z dzieckiem, które w wielu sytuacjach ucieka się do zachowań agresywnych. Duża część dorosłych swoją rolę widzi w tym, aby jakoś zmienić to zachowanie dziecka, sprawić, żeby już nie kopało, nie krzyczało, nie rzucało się, nie przeklinało itd. Gdy więc na pierwszym spotkaniu cyklu seminarium „Co się kryje za agresją?”, przedstawiłam podejście, w jakim będziemy pracować, z ciekawością patrzyłam, co się wydarzy. Jako pierwszą, grupa poznała leżącą u podstaw całej naszej pracy koncepcję, bazującą na pracach Jespera Juula. Mówi ona, że:

przyczyną zachowań agresywnych jest brak poczucia, iż jest się kimś wartościowym dla innych ludzi, w szczególności bliskich.

Celem naszej pracy NIE będzie zatem zmiana zachowania dziecka, a zbudowanie z nim wartościowej relacji, w której będzie mógł rozwijać poczucie własnej wartości. Opierając się zatem na PbP, wejdziemy w proces zmiany. Przedstawiłam również koncepcję, według której za zachowaniami agresywnymi kryją się określone emocje, a także model integralności, który pomaga zrozumieć, kiedy człowiek sięga po agresję. Oto więc było jasne, że celem naszych spotkań będzie budowanie mocnej, wartościowej relacji z dzieckiem, które na co dzień rzuca wulgaryzmami, potrafi uderzyć, kopnąć, nawrzeszczeć, uciec, pociąć się. I że nie będziemy skupiać się na tych objawach. Że będziemy również uczyć się zapobiegać agresji, rozwijając empatię. Że przed nami dość długi proces. Na następne zajęcia nie przyszła połowa grupy.

Byliśmy zatem gotowi do pracy i poznania drugiej części, a mianowicie sposobu pracy. Gdy uczestnicy podzielili się konkretnymi zachowaniami agresywnymi, z jakimi mają styczność na co dzień oraz sytuacjami, w jakich się znajdują, poczułam, iż jestem gotowa połączyć dotychczasowy fundament, jakim jest Porozumienie Bez Przemocy ze zgłębianą od kilku lat metodą, która uwalnia blokady, pozwala na tworzenie nowych kompetencji w działaniu, uruchamia i rozwija elastyczność w zachowaniu i wydobywa autentyczne uczucia, rozwijając repertuar dostępnych ról – z psychodramą. Jej twórca, lekarz, psychiatra i edukator Jacob Levy Moreno, koncentrował się na człowieku, jako istocie działającej.

Psychodrama jest metodą, w której wybrana osoba (nazywana protagonistą) przedstawia własny temat na scenie – może to być np. powtarzająca się sytuacja, w której dziecko wciąż czegoś odmawia, a dorosłemu zależy na tym, aby dziecko wykonało tę czynność i nie wie, co ma robić, czuje bezradność, złość, zaczyna przejawiać agresję. Na scenę protagonista zaprasza do ról członków grupy (np. do roli dziecka), a następnie przedstawia sytuację i poszukuje, w zależności od swoich potrzeb – lepszego zrozumienia, poszerzenia perspektywy, nowych dróg działania dla siebie. Co do zasady, to sam protagonista, zamieniając się rolami z poszczególnymi postaciami swojej sceny, daje im „głos”, tworzy to, co dane osoby mówią i robią. W ten sposób może odegrać zarówno wydarzenia przeszłe, jak i przyszłe, które jeszcze się nie wydarzyły, poszerzając rzeczywistość i próbując nowych sposobów działania. Dobrze ten twórczy moment ujął Konstanty Stanisławski, pisząc:

Zrozumiałem, że twórczość poczyna się w chwili, gdy w duszy i wyobraźni aktora rodzi się magiczne, twórcze „gdyby”. Póki istnieje realna rzeczywistość, realna prawda, w której istnienie nie można wątpić, póty nie ma miejsca na twórczość… Z chwilą pojawienia się twórczego „gdyby” aktor przechodzi z płaszczyzny rzeczywistego, realnego życia na płaszczyznę życia istniejącego w jego wyobraźni. Uwierzywszy w nie – zaczyna tworzyć. (Stanisławski, 1954)

Psychodrama z powodzeniem stosowana jest jako metoda terapeutyczna, w której ważnym aspektem jest trening w roli (trening społeczny) i wysiłek, jaki podejmuje uczestnik, aby poszerzyć umiejętność adekwatnego działania w przyszłych sytuacjach społecznych. Ćwiczy jednak nie tylko protagonista, ale również pozostali członkowie grupy, zaproszeni do poszczególnych ról.

W przypadku naszej grupy, ważne było zastosowanie psychodramy, jako metody rozwojowej, z zachowaniem granicy pomiędzy rozwojem a terapią, przy jednoczesnej pracy w duchu Porozumienia Bez Przemocy. Połączenie tych dwóch podejść okazało się fascynującą przygodą rozwoju osobowości, elastyczności, spontaniczności i empatii. Czy jednak było pewne, że tak się stanie? Rzecz jasna nie. Jeśli jednak chcę, aby moi uczestnicy podejmowali ryzyko, wychodzili ze strefy komfortu i robili coś po raz pierwszy, na nowo, inaczej, to nie wyobrażam sobie, abym sama miała tego nie robić.

A. Ejme

Zostaw komentarz