+48 665 312 958
fundacja@atalaya.pl

edukacja demokratyczna

7 grzechów edukacji wg Petera Graya

grzech_1_strona 450x310

Pierwszy grzech wg Graya, który jest podstawą wszystkich kolejnych: „Ograniczanie wolności bez uzasadnionego powodu i odpowiedniej procedury”.

grzech 2 450x310

„Hamowanie rozwoju osobistej odpowiedzialności i samodzielności”.

grzech 3 strona 450x310

 „Osłabianie wewnętrznej motywacji. Zamiana uczenia się w pracę”. Tradycyjne szkoły tłumaczą dzieciom „zanim będziecie mogli się bawić musicie ciężko pracować”. Jeśli ktoś nas do czegoś zmusza będzie to dla nas praca i źródło lęku. 

grzech 4 450x310

„Ocenianie uczniów w sposób, który wywołuje wstyd, pychę lub cynizm i skłania do oszukiwania”.
– „Jak tam w szkole?”
– „Dobrze”
– „Dostałaś jakieś oceny?”
– „6 z plastyki, 6 z czytnia….”
– „A z listu co dostałaś?”
– „4”
– „A dlaczego tylko 4?” […]
Obecny system oparty jest na ciągłym testowaniu, ocenianiu i klasyfikowaniu dzieci wedle wyników co w zamyśle ma podwyższać ich motywację. Wywołuje się w nich jednak poczucie wstydu jeśli nie radzą sobie tak dobrze, jak rówieśnicy albo dumy, gdy radzą sobie lepiej.

grzech 5 strona 450x310

„Niszczenie ducha współpracy”.
Przytaczając słynne wystąpienie Kena Robinsona: „They’ve spent ten years at school being told there’s one answer it’s at the back and don’t look. And don’t copy because that’s cheating. Outside school that’s called collaboration but not inside schools…you have to recognise that most great learning happens in groups, that collaboration is the stuff of growth.”

grzech 6 strona 450x310

„Blokowanie krytycznego myślenia”. Uczniowie szybko się orientują, że ich zadaniem jest zdobywanie dobrych ocen na testach, a krytyczne myślenie tylko w tym przeszkadza. Potrzebna jest swoboda do wyrażenia własnych myśli i zadawania pytań. Kolejnym hamulcem krytycznego myślenia jest lęk, który skłania do porzucenia kreatywności i podążania wydeptanymi ścieżkami.

grzech 7 strona 450x310

„Niwelowanie różnorodności” – Szkoła ze swoim standardowym programem nauczania zapomina, że w prawdziwym świecie ceni się różnorodność osobowości i wiedzy. Może chcielibyście do tej listy coś dodać? Z jakimi grzechami w systemie edukacji spotykacie się na co dzień?

Nauka bez przymusu – przeczytaj wywiad z nami

Wywiad Klary Sołtan-Kościeleckiej, dziennikarki portalu ngo.pl z Anną Ejme i Anną Brymorą

„Wspólnym mianownikiem naszych projektów jest to, że stawiamy na innowacyjną edukację. Prowadzimy edukację aktywną, bez siedzenia w ławkach. Stawiamy nie tylko na rozwój poznawczy, ale także na społeczny i emocjonalny. Z dziećmi zawieramy kontrakt, nie muszą uczestniczyć w proponowanych przez nas zajęciach, jeśli nie chcą. Mogą zająć się tym, co je interesuje.” Fundacja Atalaya działa od ośmiu miesięcy, jednak jej dorobek już teraz jest imponujący, a plany – kreślone bardzo ambitnie.

Misją, jaka przyświeca prowadzącym organizację, jest upowszechnianie różnych form innowacyjnej edukacji i odpowiedzialność za własny rozwój. Fundacja wspiera też ideę edukacji demokratycznej. Okazuje się, że nauka i przymus nie muszą być nierozłączną parą.

Wiatr w żagle

Atalaya powstała w odpowiedzi na potrzebę kontynuowania działań, jakie podjął zespół Stowarzyszenia na rzecz Innowacyjnej Edukacji „Ineida”, tworząc przez ostatnie 2,5 roku projekt „Gra w klasy: rozwój bez granic”, poświęcony opracowaniu innowacyjnych programów nauczania.

Prezeska Fundacji Anna Ejme, oprócz działalności w Ineidzie prowadziła także swoją własną firmę szkoleniowo-coachingową. W zeszłym roku, po zakończeniu projektu „Gra w klasy”, zdecydowała się postawić na działalność społeczną i założyła fundację. Przez te kilka miesięcy, które minęły od rejestracji nowego podmiotu, zespół Atalaya zdążył złożyć już 15 projektów. Na 30 procent z nich udało się pozyskać finansowanie, część wciąż czeka na rozstrzygnięcie.

Anna uważa, że do sukcesu droga jeszcze daleka: „Mam wrażenie, że w konkursach grantowych wciąż przyjmowane jest założenie, że działania powinny trafiać do bardzo szerokiej grupy osób. Tymczasem to co my robimy, siłą rzeczy, nie jest prowadzone na szeroką skalę. Trudno nam objąć działaniami kilkuset czy kilkudziesięciu beneficjentów. Stawiamy na jakość, nie na ilość”.

Dziewczyny z Atalayi nie tracą jednak nadziei na realizację napisanych już, a na razie nieprzyjętych do finansowania, projektów. Nastawiają się na ciężką pracę, uważają, że przynajmniej przez najbliższy rok właśnie to będzie kluczem do późniejszego sukcesu. Uczą się, podnoszą swoje kompetencje związane z zarządzaniem organizacją, pracują nad dywersyfikacją źródeł przychodów, które mają pochodzić nie tylko z grantów, ale także działalności odpłatnej. Wszystko po to, aby rozwijać misję Atalayi, o którą – jak twierdzi Anna Ejme – warto zawalczyć.

Edukacja demokratyczna

Czym jest idea edukacji demokratycznej, którą mocno wspiera Atalaya? „Obecne szkoły są już nieefektywne. Podczas naszych zajęć, gdy pytamy dzieci o emocje kojarzone ze szkołą, uzyskujemy coraz częściej odpowiedzi nie pozostawiające żadnych wątpliwości: nuda i beznadzieja. To smutne. Z drugiej strony, coraz więcej mówi się, że szkoły muszą się zmienić. Jest mała szansa na to, aby stało się to odgórnie, ale oddolnie, choćby z inicjatywy rodziców, powstają już alternatywne formy edukacji. W Warszawie szkoły demokratyczne działają m.in. na Ursynowie i Bielanach, niedługo zaczną działać także na Białołęce i w Wilanowie – zapowiada Anna Ejme.

„Wszystkie te placówki w szczegółach różnią się między sobą, ale łączy je brak przymusu nauki, możliwość wyboru przez dzieci uczenia się tego, czego chcą, brak podziału na klasy, a zatem brak także grup wyróżnionych ze względu na wiek. Jednym słowem, wszyscy uczniowie, także ci najmłodsi, bo w wieku przedszkolnym, traktowani są po partnersku. Szkoły demokratyczne funkcjonują na zasadzie edukacji domowej. W praktyce oznacza to, że uczęszczające do nich dzieci zapisywane są do „zwykłych” szkół, po czym wycofywane do prowadzonych metodą „domową”. Ta forma nauki wiąże się z corocznymi egzaminami sprawdzającymi wśród uczniów znajomość podstawy programowej. Ten, kto takiego egzaminu nie zda, jest zobowiązany do powrotu na kolejny rok do „zwykłej” szkoły. Następnie znów może wrócić do nauczania w systemie edukacji domowej” – wyjaśnia prezeska Atalayi.

Z dala od szkoły, ale blisko ludzi

Projekty adresowane do dzieci i młodzieży Atalaya prowadzi m.in. w bibliotekach na Ochocie oraz w domach dziecka na Woli. „To nam daje przestrzeń, w której nie musimy dostosowywać się do programu szkolnego. Tym samym dajemy młodym ludziom wolność w decydowaniu o własnym rozwoju, ale też i odpowiedzialność za wybór takiej a nie innej ścieżki” – mówi Anna Brymora, koordynatorka projektów w fundacji.

Myśl tę rozwija pani prezes: „Wspólnym mianownikiem naszych projektów jest to, że stawiamy na innowacyjną edukację. Prowadzimy edukację aktywną, bez siedzenia w ławkach. Stawiamy nie tylko na rozwój poznawczy, ale także na społeczny i emocjonalny. Z dziećmi zawieramy kontrakt: niezależnie od tego, że część z nich przyprowadzana jest przez rodziców lub opiekunów, nie muszą one uczestniczyć w proponowanych przez nas zajęciach, jeśli nie chcą. Mogą znaleźć sobie inne miejsce, zająć się tym, co je interesuje, albo zaproponować to całej grupie”.

Dziewczyny zgadzają się, że odpuszczenie kontroli daje pozytywne efekty, przynajmniej jeśli chodzi o dzieci. A co z dorosłymi, ich rodzicami czy obserwatorami stosowania tej innowacyjnej metody edukacji? Tutaj już sprawa nie jest tak jednoznaczna.. Misją Atalayi jest zmiana tradycyjnego podejścia do edukacji, jednak nie za wszelką cenę. „Nie każdy dorosły jest gotowy na taką formę edukacji, rozumiemy to i nie chcemy nikogo na siłę przekonywać” – mówi Anna Ejme.

Nie tylko dzieci

Pierwszy, już zakończony, projekt fundacji Atalaya skierowany był do przedstawicieli III sektora. Liderzy organizacji ze Śródmieścia mieli możliwość budowania swych kompetencji i umiejętności metodą coachingową. Obie Anny myślą także o warsztatach dla NGO poświęconych upowszechnianiu marketingu i narzędzi do zarządzania projektami, sprawdzających się od dawna w biznesie.

Innowacyjne metody edukacyjne Atalaya proponuje także innym dorosłym, nie tylko tym związanym z działalnością społeczną, ale np. rodzicom, studentom. W najbliższym czasie planuje uruchomienie rocznych programów rozwojowych dla przyszłych trenerów i coachów. W ofercie znajdą się także warsztaty rozwoju osobistego.

Stawiamy na rozwój!

Tak zgodnie i stanowczo twierdzą prezeska i koordynatorka w fundacji. Najbliższy cel, jaki sobie ustanowiły, to rozwój organizacji. Atalaya musi być niezależna od grantów. Działania muszą być pewne, bez względu na to, czy projekty są czy ich nie ma. Dywersyfikacja przychodów to jedno. Inny aspekt budowania zasobów to podnoszenie kompetencji na szkoleniach zewnętrznych oraz organizowanych wewnątrz samej fundacji. Jej zespół to sześć zaangażowanych w realizację misji osób, w tym wolontariusze. Pozostali współpracują przy konkretnych projektach.

Atalaya działa od niedawna, ale ma już swoją – dwuletnią – strategię. A czemu to wszystko ma służyć? „Chcemy m.in. założyć przedszkole demokratyczne, a może też i taką szkołę tutaj na Woli. W tej dzielnicy zdecydowanie brakuje takich placówek” – wyjawia Anna Ejme. Patrząc na zaangażowanie zespołu fundacji, profesjonalizm działania, można zaryzykować stwierdzenie, że w ciągu kilku lat Wola wzbogaci się o innowacyjną formę edukacji.

Krótka polemika po debacie o edukacji demokratycznej

Wczoraj odbyła się debata na temat edukacji demokratycznej. Myślę, że z tak sformułowanym zdaniem zgodziliby się wszyscy jej uczestnicy i byłaby to z dużym prawdopodobieństwem jedyna rzecz, co do której, mówiąc przewrotnie, bylibyśmy zgodni.
Edukacja demokratyczna bowiem, to przede wszystkim różnorodność, co podkreślał podczas debaty jeden z prelegentów – Andrzej Araszkiewicz, założyciel szkoły demokratycznej na warszawskich Bielanach. Nie możemy zatem mówić o dwóch takich samych szkołach – ani w Polsce, ani na świecie. Praktycy i teoretycy edukacji demokratycznej różnią się zarówno w fundamentalnych założeniach, jak i w drobnych sprawach, związanych z codziennym funkcjonowaniem szkoły, co debata dobrze pokazała.

Przede wszystkim wciąż panuje ogromna różnica w postrzeganiu i rozumieniu samej wolności. Reprezentujący wydawcę książki „Summerhill” pan Sebastian Popiel, sugerował podczas debaty nurtującą mnie rzecz, iż edukacja demokratyczna nie jest dla każdego dziecka, gdyż z jego własnych doświadczeń (czyli dzieci, które widział, między innymi z domów dziecka) wynika, iż niektóre z nich bardzo potrzebują struktury i nie odnalazłyby się w wolnej szkole. Zdziwiłam się. Wolność i struktura w ogóle się bowiem w mojej opinii nie wykluczają. Jeśli zgadzamy się, że podążanie za potrzebą dziecka jest ważne, to śmiało mogę założyć, że żadna z licznych już w Polsce szkół demokratycznych, nie odmówi dziecku struktury, gdy będzie jej potrzebowało. Więcej powiem, nie tylko nie odmówi, ale i nie odmawia – w szkołach demokratycznych też są zajęcia ze strukturą – dzieci same sobie tę strukturę potrafią zapewnić lub proszą o konkretne lekcje lub kadra proponuje jakieś zajęcia, na które dziecko może przyjść, choć rzecz jasna nie musi. Działa tak np. wspomniane już Summerhill – brytyjska, najstarsza w Europie, szkoła demokratyczna.

A co z sugestią, że edukacja demokratyczna nie jest dla wszystkich dzieci? Zgodzę się, że nie jest dla wszystkich… rodziców. Ale to temat na oddzielny wpis. Ciężko mi sobie jednak wyobrazić dziecko, któremu nie służyłoby obdarzenie szacunkiem i podmiotowością, czy przebywanie w stymulującym i ciekawym środowisku, w którym jest miejsce na wyrażanie swoich potrzeb i szukanie sposobów ich realizacji. Pan Popiel przytoczył przykład dzieci w domach dziecka i wtedy już wiedziałam, że popełnię ten wpis.
Dzieci w domach dziecka mierzą się z wieloma wyzwaniami i problemami, wśród których deficyt miłości i sieroctwo społeczne można uznać za szczególnie dotkliwe. Żeby nie pisać wyłącznie o swoich odczuciach, iż właśnie dla tych dzieci środowisko pełne szacunku, uważności na emocje i potrzeby, jest wyjątkowo służące, a budowanie społeczności jest nieodłącznym elementem codzienności szkół demokratycznych, przywołam tu pewnego pedagoga, pisarza i działacza społecznego, Henryka Goldszmita, który już w początkach XX wieku dostrzegł potrzebę emancypacji dziecka i poszanowania jego praw i postanowił założyć Dom Sierot, w którym poprzez pracę z mieszkającymi tam dziećmi, rozwijał swoje innowacyjne jak na tamte czasy podejście oparte na partnerstwie, wzajemnym szacunku i samostanowieniu dziecka. Dziś mówimy o nim, że jest prekursorem edukacji demokratycznej w Polsce, znanym lepiej pod swoim pseudonimem jako Janusz Korczak.

Na dziś wystarczy polemiki, będzie jeszcze z pewnością wiele okazji do dyskusji. Podczas debaty poruszane były również tematy odpowiedzialności za naukę, a także kwestie systemowe – z jednej strony powstają szkoły demokratyczne jako alternatywa do szkół mainstreamowych, z drugiej – podejmowane są również działania, mające na celu poprawę jakości edukacji w tradycyjnym szkolnictwie. „Naszym zadaniem jest inspirować szkoły mainstreamowe” stwierdził pan Wojciech Eichelberger, a zatem inspirujmy – spotykajmy się, rozmawiajmy, podejmujmy polemikę. Niewątpliwie istnieje ogromna tego potrzeba. Ruch edukacji demokratycznej rozwija się w Polsce coraz szybciej, goniąc inne kraje takie jak Niemcy, Japonia, USA czy Izrael. Pod wspólnym mianownikiem, jakim jest podmiotowe i pełne szacunku, równoprawne traktowanie wszystkich członków społeczności szkolnej, powołane do życia zostają kolejne placówki demokratyczne, co sprawia rzecz jasna, że pytań przybywa, ciekawość rośnie, a spotkania takie jak wczorajsza debata, nie tylko inspirują i pobudzają do myślenia, ale również odpowiadają na rosnącą potrzebę dialogu w zmianie, jaka odbywa się w systemie edukacji na naszych oczach.

Anna Ejme
prezes Fundacji Atalaya

Debata pt. Szkoła Wolnych Ludzi odbyła się 23.03.2015 roku w kawiarni PAŃSTWOMIASTO w Warszawie. Organizatorem była Fundacja Bullerbyn, prowadzącą dziennikarka TOK FM Aleksandra Pezda, a jej rozmówcami Wojciech Eichelberger, Marianna Kłosińska, Andrzej Araszkiewicz oraz Sebastian Popiel.